Księżycowe Drewno

1

Artykuł opracowała Justyna

Osoby rzucające w pewnym momencie swoje ustatkowane, dostatnie życie i zajmujące się tym, co sprawia, że czują się spełnione, często twierdzą w wywiadach, że najczęściej podjęli taką decyzję po przeżyciu jakiegoś krytycznego zdarzenia. Może to być utrata pracy, rozwód, wypadek, ciężka choroba lub po prostu rozczarowanie ogólnie przyjętymi społecznymi regułami postępowania.

Pan Erwin Thoma, na szczęście, nie przeżył żadnej tragicznej sytuacji w swym życiu, ale pewien splot wydarzeń zmusił go do zweryfikowania uzyskanej oficjalną drogą wiedzy i podzielenia się z innymi swoimi przemyśleniami, co niewątpliwie sprawiło, że robi to, o czym marzył.

2

Pan Erwin Thoma – Austriak – wychowany w alpejskich lasach lubił wspinaczkę, był przewodnikiem górskim, ale zawsze chciał zostać leśniczym. Przy swoim wykształceniu leśniczo-inżynierskim, jak wielu młodych ludzi w latach 70- tych i 80-tych był przekonany, że nowoczesna inżynieria jest w stanie rozwiązać każdy problem. Nowoczesne maszyny, chemia a nawet informatyka wdzierały się we wszystkie dziedziny życia, również gospodarki leśnej.

W Austrii młody leśniczy musi często czekać nawet kilkadziesiąt lat zanim otrzyma pod nadzór swój własny obszar leśny. On miał jednak szczęście, okazało się bowiem, że w paśmie górskim Karwendel jest obszar, w którym nikt nie chce zostać leśniczym. Leśniczówka jest w zimie totalnie zaśnieżona i odcięta od świata, a najbliższy sklep znajduje się w odległości 50 km. Dla Pana Thomy było to jednak spełnienie marzeń i kiedy wraz z żoną się tam wprowadził, uznał, że jego życiowe marzenie się spełniło.

Przygoda nr 1

Pewnego dnie do drzwi jego leśniczówki nieoczekiwanie zapukało dwóch mężczyzn. Byli to lutnicy i poprosili go o pomoc w odnalezieniu odpowiedniego drzewa na nowe instrumenty. Okazało się, że to właśnie z drzew rosnących na wzgórzach Karwendel dawni mistrzowie budowali najdoskonalsze skrzypce. Zdziwił się, że podczas swojego wykształcenia nikt nigdy o tym nie wspominał. Zainteresowany postanowił im pomóc. Kiedy następnego dnia udali się do lasu, dowiedział się, że drzewo na skrzypce jest czymś wyjątkowym i że wśród miliona świerków trzeba znaleźć tego jedynego, który się nadaje. Nie istnieje żadne urządzenie, żadna maszyna, która potrafiłaby takie drzewo zidentyfikować. Są tylko ludzkie zmysły, intuicja i odrobina gleboznawstwa bo takie drzewo rośnie tylko w określonym miejscu a struktura jego słoi jest szczególnie drobna i równomierna. Lutnicy całymi dniami stukali w drzewa i nasłuchiwali dźwięku, aż wreszcie po kilku dniach udało im się znaleźć odpowiedni świerk, który mógłby się nadawać. Drzewo zostało pocięte i wywiezione. Po upływie roku lutnicy z powrotem zapukali do drzwi ale tym razem nie przybyli po drzewo. Zwykle materiał na skrzypce powinno być sezonowane przez przynajmniej 10 lat zanim zostanie użyte. Lutnicy nie mogli się jednak doczekać i zrobili na próbę 1 sztukę, a w ramach podziękowania przyjechali zrobić Panu Thomie i jego rodzinie przed leśniczówka w środku lasu mały koncert wiolinowy. Muzyka była boska. Pan Thoma był pod takim wrażeniem dźwięku wydobywającego się ze skrzypiec zrobionych z „jego” świerku, że zaczął się zastanawiać, jakim cudem było możliwe stworzenie takiego instrumentu bez żadnej techniki, żadnych urządzeń pomiarowych mając tylko intuicję, tradycję i dawną wiedzę przenoszoną z ojca na syna. Kiedy w rozmowie podzielił się swoimi przemyśleniami, jeden z lutników spytał, czy zna on wartość dodaną, jaka powstaje przy tworzeniu takich skrzypiec. Okazało się, że skrzypce ważące ok 470 gramów mogły być warte przynajmniej ich 100-krotną wagę złota.

Przygoda nr 2

Gdy dzieci Pana Thomy osiągnęły wiek szkolny, musiał pożegnać się z posadą leśniczego i przeprowadzić się w bardziej cywilizowane miejsce – do Salzburga. W nowym mieszkaniu już po dwóch tygodniach dzieci zaczęły kaszleć. Z czasem kaszel stał się to tak silny, że groziło to nawet uduszeniem. Po wielu wizytach lekarskich, okazało się, że dzieci mają alergię na płyty wiórowe, z których wykonane były meble i podłoga, a dokładnie rzecz biorąc na chemikalia, jakie się z nich wydzielały. Jedynym rozwiązaniem wg lekarzy była terapia kortyzonowa, jednak z ulotki wynikało, że podawanie go osobom w tak młodym wieku zniszczy im po jakimś czasie nerki.

Na szczęście dziadek Pana Thomy – stolarz – który miał wtedy już 80 lat, podał inny pomysł na wyjście tej nieprzyjemnej sytuacji: wymienić wiórowe podłogi i meble na te wykonane z drewna. Gdy dzieci wróciły do odnowionego mieszkania, wszystkie objawy alergii zanikły. Po tym doświadczeniu Pan Thoma zaczął się zastanawiać, czy nie istnieje aby zapotrzebowanie na tradycyjną stolarkę. Postanowił otworzyć firmę stolarską z myślą, że drewno mogłoby pomóc też innym (lata 80-te). Dziadka poprosił, aby został jego doradcą.

Przygoda nr 3

Początkowo większość zleceń dotyczyła podłóg. Te były często kładzione w nowych budynkach, w których beton zawierał jeszcze wiele wilgoci. Powodowała ona pęcznienie drewna i z czasem parkiety zaczynały pracować i się rozchodzić. Rozwiązanie znowu przyszło od dziadka. Poradził on, aby używać tylko i wyłącznie drewna pozyskanego wtedy, kiedy jest ono w swojej najlepszej formie. Chodzi o to, aby ścinać drzewa w porze, kiedy ustają soki, czyli w zimie, ale najważniejsze, żeby robić to tylko i wyłącznie w fazie ubywającego księżyca.

3

Dziadku – odparł Pan Thoma – studiowałem inżynierię leśną tyle lat u najlepszych profesorów, gdyby istniała taka wiedza, dawno bym o tym usłyszał. Dziadek był jednak uparty w tym, co uważał za właściwe, Pan Thoma nie dowierzał, ale postanowił sprawdzić teorię dziadka. W styczniu przy ubywającym księżycu drewno zostało odłożone na jedną stertę, jednak drwale pracowali dalej, mimo że księżyc przeszedł do innej fazy. Drewno, które potem ścięli, odłożyli na inną stertę. Z powodu śniegu drewna nie można było odtransportować i trzeba było zaczekać do wiosny. Kiedy pogoda stała się bardziej sprzyjająca, Pan Thoma pojechał po drewno. Pierwsze, co zrobił to sprawdził, czy drewno nie zostało zaatakowane przez korniki. Okazało się, że nie ma na nim żadnych śladów szkodników w przeciwieństwie do drugiego drewna obsiadłego przez korniki.

Podczas dalszej pracy z drewnem zaczął prowadzić własne badania i sporządzać notatki Okazało się, że odporność takiego księżycowego drewna przeciwko grzybom (zwłaszcza siniźnie) jest jeszcze wyższa, szybciej schnie i jest odporniejsze na ogień, nie ma tendencji do pęcznienia pod wpływem wilgoci (dziś buduje swoje domu wszędzie, nawet w tropikach obok kopców termitów i nigdy nie ma kłopotów ze szkodnikami drewna).

Notatki Pana Thomy ostatecznie zostały wydane jako książka w 1998 roku pt. „Dich sah ich wachsen” (dostępna w Empiku, nie przetłumaczona na polski) pomimo opinii znajomych, aby tą wiedzę zachował dla siebie. Pan Thoma uważał z kolei, że wiedza, którą się podzieli, spowoduje zmianę myślenia u ludzi i uczyni świat lepszym. Książka spotkała się z wielkim zainteresowaniem w branży drzewnej w niemieckojęzycznym obszarze i pozytywną reakcją ze strony starych rzemieślników w przeciwieństwie do reakcji naukowców i przemysłu. Nazwano go zaklinaczem księżyca i napiętnowano etykietką ezoteryka.

“Dich sah ich wachsen” trafiła także do dra Ernsta Zurchera, inżyniera pracującego na ETH w Zurychu, najlepszej politechnice w Europie i jednej z najlepszych uczelni technicznych na świecie. Zurcher, zupełnie niezależnie od Thomy i w tym samym 1998 roku, opublikował w prestiżowym „Nature” artykuł o związku objętości drewna z fazami księżyca.

4

Artykuł podsumowywał efekty 24 lat badań, które w największym skrócie można przedstawić następująco: drewno rozszerza się i kurczy o ułamki milimetrów. Robi to zawsze wszerz, nie wzdłuż słojów. Objętość drewna zmienia się zgodnie z dobowymi i miesięcznymi fazami księżyca. Największą objętość drewno uzyskuje o godzinie 22:00, najmniejszą – między 10:00 a 12:00. Jest tak dlatego, że księżyc swoją obecnością ściąga grawitacyjnie w dany obszar Ziemi więcej wody, która akumuluje się m. in. w drewnie. Księżyc tak samo działa też np. na nasiona fasoli. Największą absorpcję wody wykazują one pomiędzy fazami księżyca, najmniejszą – w czasie nowiu. To też logiczne: jeśli księżyc znajduje się w nowiu, ściąga wówczas do nasion najwięcej wody i nie mogą już jej przyjąć znacząco więcej. Przyjmują jej natomiast najwięcej, gdy księżyc jest w innych fazach i nie ściąga wtedy swoją masą aż tyle wody. Fazy księżyca mają także wpływ na potencjał elektromagnetyczny drzew. Można powiedzieć, że księżyc bardziej oddziaływuje raczej na wodę zawartą w drewnie niż na samo drewno, polepszając tym samym jego właściwości.

Inaczej mówiąc: drewno takie nasycone jest swego rodzaju żelem, który powstaje na poziomie cząsteczkowym, pod wpływem wibracji powodowanych zmiennym polem magnetycznym pochodzącym z oddziaływania naszego naturalnego satelity. Tak jak tworzą się pływy oceanów, tak woda zawarta w żywym drzewie pulsuje i łączy się z celulozą tworząc ów żel, który ma tak niezwykły wpływ na poprawę właściwości mechanicznych i odporność na wysokie temperatury.

Drewno pozyskane w ten sposób jest tak odporne na szkodniki i grzyby że użycie jakiegokolwiek środka ochrony drewna czy innej chemii jest absolutnie zbędne. Trwałość takiego drewna bez jakiejkolwiek konserwacji może wynosić wiele setek lat. Wiedza ta była znana w starożytnym Rzymie przy budowie okrętów (wg Pliniusza – historyka rzymskiego – Juliusz Cezar ustanowił nawet karę śmierci dla budowniczych okrętów, którzy używali innego drewna niż „księżycowe”). W dawnej Polsce nie używało się określenia drewno księżycowe ale „drewno godowe”, czyli ścinane podczas Szczodrych Godów, słowiańskiego święta przypadającego na czas przesilenia zimowego.

Firma Erwina Thomy rozrastała się. Postanowił, że zacznie produkować domy wykonane całkowicie z drewna. Wymyślił więc i opatentował metodę budowy Holz100 jako wyznacznik tego, że są to domy w 100% wykonane z tego materiału (bez chemii, a nawet śrub i gwoździ). Złożenie jednorodzinnego domu trwa najczęściej 1-2 dni. Takie domy składają się najczęściej ze ścian o grubości 30 cm złożonych z kilku warstw desek pozyskanych w odpowiedniej fazie księżyca, układanych poziomo i pod różnymi innymi kątami. Pomiędzy warstwami znajdują się wyżłobione szczeliny, wypełnione tylko powietrzem. Pełnią rolę dodatkowego izolatora, a wszystkie połączone są drewnianymi kołkami. Krzyżowy i poziomy układ poszczególnych warstw ściany o grubości 25 cm daje taką samą izolację co 12,5 cm styropianu, 50 cm sklejki lub ściany żelbetowej o grubości 5,5 metra.

5

Erwin Thoma udziela na swoje domy 50-letniej gwarancji. Przez blisko 30 lat postawił już ponad 1000 domów w 33 krajach od tropików po koło podbiegunowe i, jak sam twierdzi, nie otrzymał jeszcze żadnej reklamacji.

Powszechnie uważa się, że domy z drewna są niebezpieczne z uwagi na ich łatwopalność. W Niemczech w latach 70. i 80. funkcjonował nawet zakaz stawiania konstrukcji drewnianych wyższych niż jednokondygnacyjne. Przed dopuszczeniem do produkcji swoich domów Thoma musiał uzyskać odpowiedni certyfikat odporności ogniowej. 6Wybrał do tego insytut IBS w Linzu w Austrii, jeden z najbardziej renomowanych tego rodzaju jednostek w Europie, posiadający też największy w Europie piec do testów ognioodporności.

Ówczesny dyrektor IBS widząc drewnianą konstrukcję zaproponował test F30. Poddaje się w nim dany materiał działaniu ognia o temperaturze 1000 stopni przez 30 minut z jednej strony. P. Thoma upierał się, że materiał tej konstrukcji jest specyficzny, dlatego po długich targach z dyrektorem zdecydował, że zapłaci za każdą dodatkową minutę testu. Test zakończył się po ponad 2 godzinach, kiedy w zbiorniku pieca skończyło się paliwo. Instytut IBS powtórzył test, tym razem na własny koszt, i wydał certyfikat F180. Po trzech godzinach traktowania takiej ściany płomieniem o temperaturze 1000 stopni, temperatura po drugiej stronie ściany wzrosła o niecałe dwa stopnie. Dla porównania, oddziaływanie takiej temperatury na ścianę żelbetową powoduje, że po 20-30 minutach temperatura po drugiej stronie ściany wzrasta do 600 stopni. Beton pęka warstwowo, a zbrojenie topi się.Po publikacji książki “Dich sah ich wachsen” Erwina Thomę odwiedziła delegacja buddyjskich mnichów z Japonii. Opiekują się oni Horyu-ji, kompleksem najstarszych na świecie drewnianych świątyń (jedną z nich wzniesiono w 607 r. n.e).

8Drewno użyte do zbudowania kompleksu także pozyskano zgodnie z wiedzą o fazach księżyca opisywaną przez Thomę. Przeor klasztoru pochwalił Austriaka, że buduje zgodnie z buddyjską ideą nie szkodzenia środowisku i nie pozostawiania po swoim życiu żadnych śladów i śmieci. Zapewnił także, że pomoże Thomie po swoim powrocie do Japonii.

Dwa tygodnie później do Thomy zadzwonił japoński wydawca i niedługo potem książka ukazała się w Kraju Kwitnącej Wiśni. Umożliwiło to wejście na rynek japoński, wcześniej jednak niezbędne było uzyskanie testu odporności na trzęsienia ziemi. W Japonii istnieje największa platforma do symulacji trzęsień ziemi, stawia się na niej budynki w skali 1:1 i poddaje coraz większym wstrząsom. Wytrzymałość konstrukcji mierzy się w minutach, które upływają do momentu jej zawalenia się.

10Kilkukondygnacyjny budynek Thomy nie przeszedł początkowo testów, bo nawet nie mógł się zawalić. Dopiero wyjęcie z konstrukcji niektórych kołków ułatwiło jego zburzenie i umożliwiło ukończenie testu. Thoma uzyskał najwyższy możliwy certyfikat bezpieczeństwa przed trzęsieniami ziemi w Japonii.

Konstrukcyjne sukcesy Erwina Thomy wciąż pozostawiały otwartą jedną, zasadniczą chyba kwestię: dlaczego w drewnianych domach czujemy się tak dobrze? Odpowiedź przyszła dopiero po 20 latach, kiedy Thoma spotkał prof. Maximiliana Mosera, kardiologa i kierownika katedry w Uniwersytecie w Grazu. Prof. Moser brał wcześniej udział w projekcie Austromir-91, w którym wraz z zespołem stworzył sprzęt badawczy dla astronautów pracujących na MIR. Zadaniem profesora było jednak przede wszystkim badanie wpływu substancji semiochemicznych na samopoczucie i zdrowie kosmonautów. Zamknięty obieg powietrza na stacji wymusza stosowanie najmniej inwazyjnych i najmniej szkodliwych rodzajów substancji. Substancje semiochemiczne to związki chemiczne używane przez zwierzęta i rośliny do przekazywania informacji, wywierania określonego wpływu na otoczenie, głównie w celach obronnych, wszczynania alarmu, zaznaczania własnego terytorium czy informowania partnerów o gotowości płciowej.

MERYNS sprechzimmer

Erwin Thoma i prof. Moser zorganizowali więc wspólnie duży projekt badawczy. Chodziło w nim o zbadanie wpływu poszczególnych materiałów na organizm człowieka. W tym celu zbudowano dwa identyczne pomieszczenia – jedno z litego drewna, drugie z klejonych płyt wiórowych pokrytych laminatem. Okazało się, że serce człowieka, który przechodzi z pokoju z płyt do pokoju z litego drewna już po 10 minutach stabilizuje się. Zwalnia się także rytm jego bicia. Ponadto, substancje semiochemiczne wydzielane przez drewno obniżają poziom adrenaliny. Przebywanie wśród określonych materiałów wpływa także na sen, liczba uderzeń serca człowieka śpiącego w drewnianym pomieszczeniu zmniejszyła się na tyle, że serce zaoszczędziło liczbę tylu uderzeń, które serce wykonuje w ciągu godziny. Można więc powiedzieć, że w drewnianym pomieszczeniu człowiek zaoszczędza godzinę bicia serca na dobę. Badania prof. Mosera wykazały ponadto, że drewno minimalizuje ryzyko chorób układu krążenia, chorób związanych z wydolnością serca i ryzyko zachorowań na raka.

Prace Pana Thomy w Polsce w środowiskach związanych z budownictwem ekologicznym są dość znane. Pan Erwin Thoma gościł ze swoimi wykładami w Polsce przynajmniej 2 razy: w 2015 i 2018 roku (na youtube można obejrzeć wykłady, jakie wtedy wygłosił no i nieoceniony kanał BaldTV z filmem „Księżycowe drewno”). W Polsce zostały też wydane jego 2 książki pt. „Na długi czas – Domy z drewna i życie Stare mądrości w służbie nowoczesnych technologii”oraz „Tajemna mowa drzew”. Syn – Florian Thoma – kontynuuje tradycję rodzinną, więc jest nadzieja, że jeszcze przez długie lata ludzie na Ziemi będą mogli odkrywać na nową tą technologię. Na stronie internetowej Pana Thomy – https://www.thoma.at/ – w zakładce „partnerzy” znalazłam 3 firmy z terenu Polski. Na stronie jednej z tych firm znaleźć można też cennik. Nie ma co ukrywać, cena jak na warunki polskie jest na tyle zaporowa, że dopiero w ostatnich latach powstał pierwszy budynek gdzieś w Wielkopolsce (na pewno dużą część kosztów stanowi sam transport materiału). Jeśli kogoś odstrasza cena oryginału to może poszukać szczególnie na Podhalu, gdzie tradycja drewnianego budownictwa jest wciąż żywa, tartak, który dostarczy odpowiednie drewno i wybudować sobie na przykład coś takiego:

Moebel und Haus Maerz

Ja osobiście życzę wszystkim dużej wygranej aby spełnić takie marzenia ale jeśli nie wierzycie w wygrane to dajcie znać, czy chcecie poczytać o innych, równie starych sposobach budowy zdrowych domów, które niekoniecznie pociągną was za kieszeń.

Reklamy