Tajemnice Koranu

tajemnice koranu

         Artykuł opracowała Justyna

Do napisania obecnego tekstu zainspirowały mnie moje osobiste doświadczenia życiowe. Nie, nie zakochałam się i nie wyszłam za mąż za wyznawcę islamu. Jedni pewnie uznają, że moje doświadczenie były takie sobie, ale cóż, ukształtowały mnie, są częścią mnie i doprowadziły do napisania niniejszego artykułu.

            No to najpierw o mnie. Rodzina mojej mamy to typowi katolicy z dziada pradziada – trzeba wyznawać wiarę przodków i już, chociaż ta wiara przodków to przecież nie katolicyzm a raczej wierzenia słowiańskie ale psychika (logika ?) człowieka ma to do siebie, że potrafi wytłumaczyć i powiązać ze sobą różne przeciwieństwa bez żadnych skrupułów czy wyrzutów sumienia. Rodzina mojego taty to już inna historia. Jak opowiadała mi babcia, mieszkanka wielkiego historycznego miasta Łuck, gdzie mieszkali wyznawcy wszelkie możliwych religii, za młodu sama nie wiedziała, do której przystąpić. Miała ułatwione zadanie ponieważ jej ojczym – Rosjanin był prawosławnym a macocha – Niemka była wyznania protestanckiego (dokładnie nie wiem, jakiego). Okropne przeżycia II wojny światowej, pomoc udzielona w biedzie i ogólne zachowywanie się jak przystało na prawdziwych chrześcijan sprawiło, że babcia razem z dziadkiem przystąpili do zboru zielonoświątkowców. Wszystko było dobrze dopóki dzieci nie postanowiły się pożenić. Jedne wyszły za zielonoświątkowców a inne za katolików i zaczęły się schody, ale jak myślicie, dla kogo najbardziej strome ? Nie dla tych starych i starszych, najgorsze schody były dla dzieci. Tylko ktoś, kto żył w takiej rodzinie 20, 30 lat temu (lub więcej) wie, co to za piekło (tym bardziej, że wszyscy mieszkaliśmy w tym samym mieście) kiedy jedna opinia ściera się z drugą a zadaniem dziecka jest być posłusznym. Jedna babcia prosiła mnie, abym nie chodziła do kościoła, bo tam same zabobony i głupia wiara w Matkę Boską, druga babcia prosiła, abym nie chodziła do zboru bo tam siedzi diabeł i nie wierzą w Matkę Boską. W wieku 7-8 lat strasznie to przeżywałam, w wieku 13-14 lat miałam tego już tak serdecznie dosyć, że spełniłam życzenie obu babć i obydwie miały to, co chciały.

            Z czasem zaczęło mnie jednak interesować, jakim cudem człowiek tak bardzo potrafi być zmanipulowany, że członka własnej rodziny jest gotów „poświęcić” aby wszystko było OK. O ile obecnie wiele osób twierdzi na stronach internetowych, że katolicyzm się sypie i że to koniec to jakoś mało słychać o zapowiedziach końca wyznań protestanckich, judaizmy czy islamu. Ponieważ Baca był już uprzejmy napisać o Biblii więc postanowiłam wziąć „na warsztat” Koran.

            Ja, mały żuczek, zaprezentuję tylko to, co znalazłam w internecie, natomiast jak wielką odwagą muszą wykazać się naukowcy badający sprawy islamu niech świadczy przykład egipskiego teologa Abu Zaida, który został w 1995 roku uznany za apostatę, gdyż ośmielił się zaprezentować inną od obowiązującej wykładnię Koranu. W 1996 roku Sąd Najwyższy Egiptu podtrzymał to orzeczenie i na tej pod­stawie wymusił rozwód Abu Zaida z jego żoną, gdyż muzułmańskim kobie­tom nie wolno przebywać w związku małżeńskim z „niewiernymi„. Nękany i zastraszany Abu Zaid, w obawie o własne życie, wyemigrował do Holandii. Za samo czytanie Koranu podczas wykładów zaatakowano wykładowcę Uniwersytetu Kopenhaskiego. Jeden z wiodących zachodnich koranistów, swoje przełomowe dzieło „Syro-Aramejskie odczytanie Koranu”, w którym między innymi rozprawia się bezlitośnie z mitem ciemnookich hurys, rzekomo oczekujących w raju na poległych w walce mudżahedinów, musiał opublikować pod pseudonimem Christoph Luxenberg – ze strachu o swoje bezpieczeństwo. Arabski naukowiec Sulejman Baszear za twierdzenie, że islam stopniowo rozwijał się jako religia, a nie wyłonił się w pełni uformowany z ust proroka został wyrzucony przez okno z drugiego piętra przez swoich wzburzonych takim świętokradztwem studentów z uniwersytetu w Nablusie na Zachodnim Brzegu.

            No to zaczynamy.

           foto1

          Nie, wzrok was nie myli. Tak wyglądają najstarsze księgi Koranu (potrafią ważyć 80 kg). Ten na zdjęciu, napisany w stylu kufickim Manuskrypt z Samarkandy, obecnie przetrzymywany w Taszkencie najprawdopodobniej pochodzi z VIII, bądź IX stulecia, ale tradycyjnie przypisywany jest trzeciemu kalifowi Usmanowi, czyli na połowę VII wieku.

foto2

            To zdjęcie jest podpisane w Wikipedii jako Mahomet piszący koran pod dyktando Gabriela (Histoire du Monde) de Rashid al-Din, Tabriz, Persja, 1307. Ale jakim cudem mógł go pisać jeśli był niepiśmienny ? Cudowna Wikipedia przy wpisaniu hasła Mahomet podaje rok i miejsce urodzenia, dokładną datę i miejsce śmierci ale jest jeszcze na tyle uczciwa, że przy wpisaniu hasła historyczność Mahometa, jest dość obszerny artykuł, gdzie podaje się wątpliwość, aby taka osoba w ogóle żyła.

            Ja przyjmuję, że żył i pragnę przedstawić historię czasów, które w szkole przerabiane są po łebkach. Co pamiętają ludzie ze szkoły a najlepiej z filmów ? Było sobie Cesarstwo Rzymskie z fajnymi cesarzami, co się potrafili zabawić, którzy stawiali ogromne amfiteatry gdzie dzielni, przystojni gladiatorzy pokazywali swoje umiejętności albo ginęli pierwsi chrześcijanie (Ach! To uczenie się historii na podstawie „Gladiatora” lub „Quo Vadis” !). Potem zrobiło się poważniej bo Rzymianie przyjęli chrześcijaństwo i zrobili się świętoszkowaci. Potem przyszedł Attylla ze swoimi Hunami i Rzym w końcu upadł i wieki ciemne i długo nic ciekawego, a, jeszcze Karol Wielki i już historia Polski.

           Tymczasem na wschodzie Cesarstwo Rzymskie miało przecież swoją kontynuację – Cesarstwo Bizantyńskie, która trzymało się jeszcze przez kolejne 1000 lat. Ale, jak sam stwierdził Marek Aureliusz: „Jak wszystko znika szybko: w świecie sami ludzie, w czasie i wspomnienie o nich!” Bizantyńczyków już nie ma więc nie są ciekawi dla obecnie żyjących ludzi, a ich służby wywiadowcze pewnie mogłyby nam najwięcej powiedzieć o tym, co właściwie takiego zadziało się w VII wieku na Półwyspie Arabskim.

  1. Tradycja muzułmańska

            Wiem, że imiona poniżej podanych osób będzie trudno zapamiętać bo nie są z naszego obszaru językowego, na dodatek w internecie pisownia tych imion jest różnie podawana, więc pod koniec artykułu wymienię je jeszcze raz z króciutką notką, o kim właściwie czytaliście.

            Ponieważ życie i działalność Mahometa to bardzo obszerny i też kontrowersyjny temat więc postanowiłam skupić się na kontrowersjach przy tworzeniu Koranu ponieważ według wierzeń obecnych muzułmanów, księga ta jest dziełem tylko tego jednego człowieka, powstałym pod dyktando archanioła Gabriela. Ten czterdziestoletni kupiec i przewodnik karawan, miał zwyczaj samotnie medytować w grocie. W czasie jednej z medytacji w roku 610 otrzymał pierwsze objawienie. Idący ku niemu mężczyzna rzekł:,,Czytaj Koran w imię Boga stworzyciela. On ukształtował człowieka z krwi skrzepłej. Czytaj w imię Boga najwspanialszego, On nauczył człowieka czytania i pisania. On wlał w duszę jego promień umiejętności.’’ Istotą, którą miał ujrzeć wówczas Muhammad vel Mahomet był podobno archanioł Gabriel.

            Mahomet był niepiśmienny ale nieumiejętność czytania i pisania to w tamtych czasach żadna przeszkoda aby funkcjonować jako kupiec, polityk lub inna ważna persona, po prostu zatrudniało się sekretarza i to co trzeba, spisywało się na: kawałkach papirusu, gałązkach palmowych, kościach (łopatkach i żebrach) zwierząt, kawałkach skóry, drewnianych tabliczkach, nie mówiąc już o umowach ustnych.

            No, ale powróćmy do samej księgi. Mahomet według tradycji umiera w 632 roku. Nie zostawia męskiego potomka i zaczynają się walki między jego zwolennikami o władzę, które są początkiem największego rozłamu w islamie: na szyitów (takich monarchistów – zwolenników teorii, że następcą powinien być ktoś z rodziny proroka) i sunnitów (takich jakby republikanów – zwolenników teorii, że pokrewieństwo z prorokiem nie ma znaczenia i przywódcą – kalifem – powinien zostać ktoś, kto zasługuje na to miano). 20 lat później za panowania 3 kalifa Usmana powstaje Koran w wersji pisanej, jedyny, prawdziwy, natchniony, i koniec, kropka. Sama księga dzieli się na składa się ze 114 sur (rozdziałów), które z kolei dzielą się na aje (wersety).

            Historie o tym, jak Koran powstawał można znaleźć w hadisach, będących dla każdego muzułmanina drugim po Koranie źródłem wiedzy religijnej, bez którego objawienie Mahometa nie byłoby pełne ani zrozumiałe (dla przykładu Koran nakazuje modlić się, ale to hadisy objaśniają o jakich porach dnia należy to czynić). Z nich to właśnie dowiadujemy się, że podczas gdy współcześnie muzułmanie obstają przy zdaniu, że Koran jest doskonałym zapisem odwiecznych, słów Boga przekazanych w niezmienionej formie, tak jak zostały one wypowiedziane do Mahometa, to pierwsi muzułmanie wielość wersji koranicznych wersetów uważali za rzecz oczywistą, zdając sobie sprawę z tego, że niektóre fragmenty księgi przepadły na zawsze, podczas gdy inne, zostały przeinaczone; zaiste mnogość wariantów sprawia, że w pierwszych wiekach islamu możemy mówić nie o Koranie, lecz o Koranach (różnice owe były tak znaczące, że poszczególne grupy uważały osobników o odmiennych poglądach za heretyków).

            Al-Buchari – perski uczony muzułmański z IX wieku, sunnita, autor najbardziej znanego i najwyżej cenionego przez sunnitów zbioru tradycji Proroka (czyli właśnie hadisów) pt. „Sahih al-Buchari” podaje nam imiona tych, którzy zostali obdarzeni zaufaniem proroka. W tomie 5, księdze 58 pod numerem 150, czytamy: „Słyszałem jak Prorok powiedział – Uczcie się recytacji Koranu od czterech osób: (1) Abdullaha Ibn Masuda, (2) Salima – wyzwoleńca Abu Hudajfy, (3) Ubaja B. Kaaby i (4) Muada bin Dżabala”.

            O tym, że nauki Mahometa mogą zostać stracone bezpowrotnie zdano sobie sprawę już w 633 roku, kiedy to w bitwie pod Jamamą lub też Al-Jamama (bitwie o władzę nad Półwyspem Arabskim) straciło życie wielu jego towarzyszy, przechowujących w swojej pamięci fragmenty objawień. W tej sytuacji Abu Bakr (pierwszy kalif) nakazał Zajdowi Ibn Sabitowi, który wcześniej pełnił funkcję sekretarza Mahometa, przystąpienie do gromadzenia tekstu. Spisany przez Zajda tekst Koranu po śmierci Abu Bakra miał zostać przekazany Umarowi (drugiemu kalifowi), kiedy zaś ten zmarł przechowała go jego córka i wdowa po Mahomecie Hafsa. Dlaczego tego zadania nie powierzono żadnemu z 4 zaufanych osób wskazanych przez Mahometa, tego nigdzie się nie doczytałam, ale podejrzewam, że stało się to początkiem sporów pomiędzy najbliższymi towarzyszami proroka a osobami, które zaczęły nową religię wykorzystywać do osiągnięcia swych prywatnych celów.

            Poważne problemy dotyczące jednolitości tekstów koranicznych zaczęły się podczas panowania trzeciego muzułmańskiego przywódcy o imieniu Usman ibn Affan (prywatnie zięcia Mahometa). Wraz z rozwojem imperium, powstawały nowe, rywalizujące ze sobą szkoły, dodatkowo, gdy wraz z militarnymi podbojami, poszerzały się i terytoria muzułmańskie, okazało się, że żołnierze z różnych prowincji znają różne wersje świętej księgi. Pojawiły się zatem wątpliwości, czy Koran jest tak czystym i doskonałym słowem Boga, jak tego nauczali towarzysze Mahometa. Bezpośrednią przyczyną usmańskiej kodyfikacji miała być niezgoda pomiędzy Irakijczykami i Syryjczykami co do sposobu odprawiania wspólnej modlitwy podczas wyprawy do Armenii i Azerbejdżanu. Kalif Usman, obawiając się krwawych starć religijnych jakie w ówczesnych czasach często wybuchały zarówno wśród chrześcijan jak i żydów, zareagował błyskawicznie i bezwzględnie.

foto3

            Kalif Usman posłał posłańca do Hafsy, będącej w posiadaniu cennego manuskryptu, zlecił znów Zajdowi ibn Tabitowi ponowne zredagowanie tekstu (po co redagować coś, co jest święte i już spisane pod wpływem natchnienia bożego ?) a następnie rozkazał przepisanie oryginału w czterech doskonałych kopiach w 652 r., pierwowzór zaś zwrócił wdowie, której prywatną własność stanowił aż do jej śmierci, by już w 667 roku zostać zniszczonym przez ówczesnych przywódców muzułmańskich. Uzyskawszy w ten sposób spójną wersję świętej księgi, Usman nakazał, aby wszelkie inne egzemplarze (tak całego Koranu, jak i tylko jego fragmentów) spalono, a jego działania są najlepszym dowodem na to, że pomiędzy poszczególnymi wersjami Koranu zachodziły ogromne rozbieżności. Dzięki temu pozyskał on możliwość uznania za odszczepieńca każdego, kto recytował Koran w inny sposób, niż zostało to zaaprobowane przez niego.

            Ogłoszenie obowiązującej wersji Koranu spotkało się jednak z oporem muzułmanów przywiązanych do innych wersji świętej księgi, które dotychczas funkcjonowały w obiegu. Szczególnie głośnym echem odbił się konflikt pomiędzy Usmanem a Abdullahem Ibn Masudem, który miał otwarcie odrzucić kalifacką postać objawionego tekstu i odmówić zniszczenia swojego mushafu (terminem mushaf określano większy zbiór tekstu koranicznego zebrany w całość) oraz zaprzestania jego nauczania (szczególnie miał za złe kalifowi Usmanowi dodanie trzech dodatkowych sur (1, 113 i 114), które nigdy nie były częścią oryginału, i dokonanie wielu innych drobnych zmian w tekście), walkę jednak przegrał. Zmarł w Medynie w 653 roku.

            Inna unikalna wersja Koranu została stworzona przez Ubaja B. Kaabę – on także był bliskim towarzyszem Mahometa i przez wiele lat służył mu jako sekretarz. Źródła historyczne wskazują na to, że wersja Ubaja była bogatsza od dzisiejszej o dwa rozdziały (Surat Al-Khal oraz Surat Al-Afd). Jak wskazuje Bukhari, wersja Ubaja została zaaprobowana przez samego Mahometa, czemu zatem oficjalny Koran ich nie zawiera? Ubaj zmarł podczas rządów Umara, czyli zanim oficjalny Koran został sprokurowany przez Usmana. Nie dożył zatem czasów, gdy jego wersja Mahometowych objawień została strawiona przez ogień. Trudno orzec, czy zgodziłby się z tą decyzją.

foto4

            Jedną z najbliższych Mahometowi osób był jego zięć Ali (czwarty kalif), który ponoć zaczął kompilować Koran natychmiast po śmierci proroka – niektórzy uważają nawet, że miał dostęp do ukrytych przed innymi materiałów koranicznych. Podział na rozdziały rękopisu Alego na tyle różni się od wersji zatwierdzonej przez Usmana, iż trudno jest orzec czego w nim brakuje, lub też co zostało dodane, tym bardziej, że Ali, wyraziwszy poparcie dla ujednolicenia Koranu, spalił swój manuskrypt. Osoby takie, jak Usman, Aisza (ulubiona, najmłodsza z żon Mahometa), czy Kaab – wszyscy oni twierdzili, że wiele z tego, co powinno składać się na Koran zostało bezpowrotnie utracone.

            Pamiętać przy tym należy, że narzucona przez Usmana standaryzacja nie została w pełni osiągnięta aż do wieku X, kiedy to udało się ją doprowadzić do końca. Ostatecznie w tradycji muzułmańskiej powszechny stał się pogląd, że Mahomet nie pozostawił pełnego spisanego tekstu, lecz dzięki nieprzerwanej tradycji ustnej recytacji nic z objawienia nie zostało zagubione i już za panowania Abu Bakra dokonano zebrania pełnej wersji Koranu, która następnie za pośrednictwem Umara i Hafsy została przekazana Usmanowi. Brawo dla pokręconej logiki człowieczej ! Tradycja jest święta !

  1. Źródła niemuzułmańskie

            Miało być tylko o kontrowersjach wobec Koranu, ale jedną rzecz muszę przytoczyć w tym miejscu ponieważ w tradycji muzułmańskiej raczej się o tym nie wspomina. Bizantyński kronikarz, historyk i duchowny o imieniu Teofan Wyznawca, piszący w drugim dziesięcioleciu IX wieku, czyli około sto osiemdziesiąt lat po śmierci Mahometa, dostarczył na jego temat dość szczegółowe informacje, w tym taką, że prorok cierpiał na epilepsję. To ta choroba może być kluczem do doznawanych objawień.

foto5

            Czy czytającym znany jest Fiodor Dostojewski ? „Bracia Karamazow”,„Zbrodnia i Kara”,„Biesy” lub „Idiota” ? To właśnie w „Idiocie” zawarty jest dokładny opis ataku padaczki ponieważ Dostojewski sam na nią cierpiał. Opis jest przydługi więc przytoczę inne jego stwierdzenia: „Ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie szczęścia, które my, epileptycy, czujemy w trakcie sekundy przed naszymi atakami. Nie zamieniłbym tego za nic na świecie”. Dodawał również: „Mam uczucie, że niebo zstępuje na Ziemię i pochłania mnie, czuję obecność Boga, który mnie ogarnia. Krzyczę głośno: tak, Bóg istnieje”. Z tych cytatów bije euforyczna rozkosz, zdająca się potwierdzać hipotezę o tym, że w czasie napadu pobudzany jest układ nagrody. Z wyżej wymienionych powodów w literaturze czasem można się natknąć na określenie „padaczka Dostojewskiego”, które oznacza padaczkę skroniową przebiegającą z uczuciem euforii lub doświadczenia religijnego (tak jeszcze na marginesie podpowiem miłośnikom kina, że dość wiernie w 1951 roku „Idiotę” sfilmował Akira Kurosawa, a grał tam – oczywiście – Toshiro Mifune).

            Wracając do tematu. Kluczowe dla muzułmańskiej tradycji przekonanie o niezmienności Koranu, zostało poddane w wątpliwość w skutek niezwykłego odkrycia. W roku 1972 runął dach najstarszego meczetu w Sanie w Jemenie, znaleziono wówczas skrytkę a w niej tysiące pergaminów. Fragmenty zawarte na odnalezionych pergaminach wzbudziły liczne kontrowersje u jednych budząc podziw i fascynację by z kolei u drugich zbulwersowanie a momentami wręcz nienawiść względem znaleziska.

foto6

            Obecny przy odkryciu włoski archeolog Paolo Costa, powiadomił jemeńskie władze, mogło bowiem chodzić o odnalezienie dotąd nieznanych fragmentów Koranu. Datowanie metodą radio-węglową pozwoliło w przybliżeniu określić ich wiek na 680 rok naszej ery, czyli na pierwsze stulecie islamu. Szokującym dla badaczy okazały się teksty, które stanowiły znacznie bardziej rozbudowane fragmenty od tych powszechnie obowiązujących. Paolo Costa stwierdził nawet, że wygląda to tak jak gdyby ktoś w oficjalnej wersji tej świętej księgi dokonał cenzury i wymazał niepożądane urywki. Układ sur w wielu przypadkach okazał się inny aniżeli w przypadku sur kanonicznych. Miejsca, w których oryginalny tekst wymazano i zastąpiono innym oraz występowanie nie arabskich słów, to istotne różnice w stosunku do powszechnie obowiązującej wersji Koranu (nas to już nie dziwi, bo wiemy już o kilku wersjach Koranu z pierwszego rozdziału).

           Pergaminy odnalezione w Sanie stały się bardzo szybko obiektem zainteresowania prywatnych kolekcjonerów. Część z odnalezionych pism sprzedano prywatnym inwestorom na nielegalnie zorganizowanych aukcjach z kolei kilkanaście pergaminów zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach, policja wspomina o chaotycznym rabunku.

            W 1981 roku jako pierwszy badacz do rękopisów z Sanaa dopuszczony został niemiecki profesor Gerd Riidiger Puin z Uniwersytetu Kraju Saary w Saaarbrücken, wybitny specjalista w dziedzinie kaligrafii arabskiej i paleografii Koranu. Już po wstępnej analizie stwierdził on, że ma do czynienia z bezcennym zjawiskiem. On również zwrócił uwagę m. in. na pojawiające się w manuskryptach niekonwencjonalne iluminacje wersetów, częste odmienności od kanonicznego tekstu, rzadko występujący wczesny typ pisma arabskiego – tzw. hijazi czy też niespotykane często odmiany ortografii. Władzom jemeńskim nie zależało jednak – jak twierdzi prof. Puin – na dogłębnej analizie krytycznej oraz interpretacji owych wersetów, lecz raczej na zbadaniu ornamentyki zapisów i estetyki pisma.

            Tylko dwóch naukowców – oprócz wspomnianego już Puina także profesor Hans Caspar Graf von Bothmer, również z uniwersytetu w Saarsbrücken – otrzymało zezwolenie na bliższe zaznajomienie się ze znaleziskami. O wynikach swoich badań informowali jedynie na łamach specjalistycznych czasopism naukowych, bojąc się, że upublicznienie efektów ich pracy w wysoko-nakładowych mediach spowodowałoby cofnięcie zezwolenia ze strony władz jemeńskich. W 1997 roku profesor von Bothmer zakończył dokumentowanie odkrytych zbiorów i wywiózł do Niemiec 35.000 mikrofilmów. Od tej pory w Instytucie Badań Koranicznych na Uniwersytecie w Saarsbrücken rozpoczęły się poważne prace naukowe nad znalezionymi tekstami.

foto7

            A wiele niepewności rodzi się przy studiowaniu Koranu w jego oryginalnym języku – arabskim. Jest to tekst bardzo trudny nawet dla ludzi wykształconych, pełen niekonsekwencji i sprzeczności – miejscami z wersu na wers zmienia się zarówno treść historii, jak i jej styl; w tym samym zdaniu Bóg występuje raz w pierwszej, raz w trzeciej osobie; te same zdarzenia opowiedziane są w różnych wersjach; Boskie rozporządzenia są sprzeczne ze sobą; pojawiają się opuszczenia, czyniące całe partie tekstu niezrozumiałymi; pewne zwroty wyglądają na zwyczajne błędy gramatyczne.

            Identyfikacja tego, o czym mówi Koran w kontekście mu współczesnym, jest zwykle niemożliwa bez interpretacji, która zależy głównie od Tradycji (kłaniają się hadisy). Bez tej Tradycji, polegając jedynie na Koranie, nie można nawet stwierdzić, że Mahomet pochodził z Mekki, i że w mieście tym znajdowało się główne sanktuarium. Rozwój zaś owej Tradycji, zwłaszcza jej pierwsze stulecie, giną dla badaczy w mroku dziejów. A że historię, tworzą zwycięzcy, więc wizja i wersja zwycięzców stworzyła tradycję panującą w obecnym świecie. Dlatego tak wielkiego znaczenia nabierają odkrycia z Sany. Zawierają one bowiem najstarsze zapisy Koranu, z jakimi nie zetknęli się dotąd żadni badacze na świecie.

            Teologowie islamscy zdają sobie sprawę z tych trudności i tłumaczą je niewspółmiernością między Boskim posłannictwem a ludzkim odbiorcą. Denise Masson, tłumaczka księgi na język francuski, kiedy próbowała zasugerować, że „niektóre wersy Koranu są niejasne”, została upomniana przez Najwyższą Radę Islamu we Francji, która to Rada zabroniła jej głoszenia podobnych opinii.

            Co charakterystyczne, Koran nie może być traktowany nawet jako źródło wiedzy na temat Mahometa, ponieważ ledwie wspomina o niektórych wydarzeniach z jego życia. Prorok wymieniony jest w księdze zaledwie cztery razy lub pięć, jeśli przyjąć, że Ahmad i Mahomet (a właściwie Muhammad bo Mahomet to spolszczenie) to ta sama osoba. Nie pojawia się natomiast w całym Koranie ani razu słowo Mekka. Zaledwie raz wymieniona jest Bakka, o której tradycja (spisana ok. 200 lat po Mahomecie) mówi, że to wcześniejsza nazwa Mekki. Co zastanawiające zresztą, nie ma żadnych historycznych dowodów na istnienie Mekki w VII wieku. Wybitny kartograf Vidal de la Blanche, specjalista w dziedzinie wielkich szlaków handlowych starożytności, opierając się na przed-islamskich mapach świata, wykazał, że w VII stuleciu Mekka nie istniała. A przecież w tym mieście i w tym czasie – według muzułmańskiej ortodoksji – miały się dziać najważniejsze rzeczy w życiu Proroka..

            W ogóle w porównaniu z Biblią, która pełna jest zawsze konkretów, Koran operuje raczej ogólnikami. O ile w Biblii Żydzi zawsze walczą z konkretnymi przeciwnikami – Filistynami, Jebusytami czy Amalekitami – o tyle w Koranie naprzeciw wiernych stają zazwyczaj „niewierni”, „hipokryci”, „wrogowie Boga” lub „przyjaciele Szatana”. Islamska księga ucieka od podawania konkretnych nazw geograficznych, grup etnicznych czy religijnych lub imion własnych.

            Inni naukowcy z University of London – Patricia Crone wspólnie z Michaelem Cookiem opublikowała w 1977 roku książkę, która całkowicie zanegowała kanoniczną interpretację dziejów wczesnego islamu. Jej tytuł „Hagaryzm. Powstanie świata islamskiego” nawiązywał do biblijnej postaci niewolnicy Hagar, od potomstwa której z Abrahamem wywodzili swój ród Izmaelici czyli Arabowie. Dwójka naukowców postanowiła odrzucić jako niemiarodajne źródła muzułmańskie, powstałe dwa wieki po Mahomecie – i skoncentrować się na źródłach nie-muzułmańskich, lecz współczesnych Prorokowi. Po przeanalizowaniu tego materiału doszli oni do wniosku, że tekst Koranu powstał później niż się powszechnie uważa, Mekka nie była od początku głównym sanktuarium islamu, wyznawcy Allaha nie nazywali siebie „muzułmanami” (termin ten nie był w ogóle używany we wczesnym okresie islamu), mit hidżry (czyli emigracji Mahometa z Mekki do Medyny) pojawił się dopiero po śmierci Proroka, zaś arabskie podboje poprzedzały instytucjonalizację islamu. Najciekawszy w „Hagaryzmie” jest jednak wątek pierwotnych założeń doktryny Mahometa. Otóż zdaniem autorów misja Proroka miała swoje źródło nie w pragnieniu zapewnienia sobie ochrony przed plemieniem Kurajszytów przez sojusz z mieszkańcami Medyny – jak utrzymuje tradycja islamska – ale w głoszeniu przez niego idei odkupienia dla Żydów. Wiele wskazuje na to, że Mahomet uważał się za oczekiwanego przez nich odkupiciela. Z VII-wiecznych źródeł niemuzułmańskich wynika, że został zaakceptowany przez Żydów, którzy zawarli sojusz z mahometanami. Rozejście się Arabów z Izraelitami nastąpiło dopiero po zdobyciu Jerozolimy w 637 roku.

            „Hagaryzm” spotkał się na całym świecie nie tylko z atakiem teologów muzułmańskich, co jest w pełni zrozumiałe (niedopuszczalne było dla nich zwłaszcza opieranie się na świadectwach „niewiernych” czyli źródłach ormiańskich, greckich, syryjskich i hebrajskich), spotkał się jednak również z krytyką wielu zachodnich uczonych. Debata, jaka rozgorzała wokół książki, pokazała stopień uzależnienia zachodnich naukowców od islamskich wpływów interpretacyjnych. Otóż wiele instytucji badawczych na Zachodzie, zajmujących się islamem, powstało i rozwija się dzięki pomocy krajów muzułmańskich (np. Instytut Studiów Islamskich na Uniwersytecie w Berkeley został wybudowany za pieniądze Arabii Saudyjskiej). Większość specjalistów może prowadzić swoje badania dzięki stypendiom, dotacjom czy grantom z państw arabskich. Publiczne podważenie przez naukowca muzułmańskiej ortodoksji – nawet z powołaniem się na źródła historyczne – oznacza narażenie się ze strony owych krajów na odmowę wizy wjazdowej, zamknięcie archiwów, wycofanie się z dotychczasowych umów itd. Grozi to paraliżem całej działalności naukowej takiego śmiałka.

            Ocena profesora Puina, który najlepiej poznał manuskrypty z Sany, jest druzgocąca dla obowiązującej w islamie tradycji. Otóż z jego badań wynika, że Koran stanowi swego rodzaju cocktail różnych tekstów, z których najstarsze powstały nawet sto lat przed Mahometem. Jemeńskie odkrycia przeczą też muzułmańskiej tezie, że od czasu kodyfikacji dokonanej za czasów kalifa Usmana treść Koranu nie podlegała zmianom. W tym kontekście Puin cytuje zdanie Hajjaja bin Jusufa, panującego w Iraku w latach 694-714, który był dumny z tego, że dodał do Koranu ponad tysiąc alifów (alif to pierwsza litera arabskiego alfabetu). Profesor Allen Jones z Uniwersytetu w Oxfordzie uważa, że Hajjaj miał znacznie większy wpływ na ostateczny kształt Koranu niż kolegium redaktorskie powołane wcześniej przez kalifa Usmana.

            Co ciekawe, w 1991 roku profesor James Bellamy z Uniwersytetu Michigan na łamach Journal of the American Oriental Society – nie znając odkryć z Sany, lecz opierając się innych źródłach – zamieścił wykaz tych fragmentów Koranu, które jego zdaniem uległy zmianie.

            O tym, że do Koranu wkradły się teksty przed-islamskie, pisał wcześniej również profesor Cook, podając przykład zamieszczonej w Surze 12 opowieści o Józefie i żonie Putyfara. Otóż jest ona zupełnie niezrozumiała bez znajomości tradycji żydowskiej.

            Równie spektakularne i w wielu punktach zbieżne z dociekaniami Patricii Crone i Michaela Cooka są wyniki badań francuskiego mnicha br. Bruno Bonnet-Eymarda, teologa specjalizującego się w studiach porównawczych chrześcijaństwa, judaizmu i islamu, a zarazem językoznawcy biegle władającego hebrajskim, aramejskim, greką, łaciną i arabskim. Rozpoczął on monumentalne dzieło przekładu Koranu na język francuski wraz z dokładnym opracowaniem krytycznym. Do tej pory przetłumaczył i opatrzył komentarzami pierwszych pięć sur Koranu, co zajęło około 1000 stron w trzech tomach. Przeprowadzona przez niego egzegeza dowodzi, że „alfabet zastosowany w Koranie jest czystym i prostym przekształceniem alfabetu hebrajskiego w arabski”. Modlitwę otwierającą świętą księgę muzułmanów br. Bonnet-Eymard identyfikuje jako starą modlitwę żydowską o subtelnym zabarwieniu anty-trynitarnym.

            W świetle badań francuskiego egzegety autor Koranu, zgorszony starciami między chrześcijanami a Żydami, zaczął wzywać do „doskonałości”, jaka była udziałem Abrahama i Izmaela. Według niego interpretacja Tory przez Żydów oraz Ewangelii przez chrześcijan były błędne i wprowadzały tylko podziały między Narody Księgi. Br. Bonnet-Eymard pisze: „Zamiarem autora Koranu nie było stworzenie trzeciej religii, lecz obalenie dwóch poprzednich – żydowskiej i chrześcijańskiej – poprzez przywrócenie tego, co w jego mniemaniu było jedyną ‚tradycją’ (giblat), czyli prawdziwym dziedzictwem Abrahama”.

            Odbudować prawdziwą religię Abrahama można przez powrót do Jerozolimy czyli miejsca, w którym stoi dom owego patriarchy. Właśnie w kontekście powrotu do domu Abrahama (który, jak mówi tradycja, znajdował się w ruinach Świątyni Jerozolimskiej) pojawia się słowo Bakka. Tą właśnie nazwę, jak pamiętamy, muzułmanie uważają za stare określenie Mekki, która w Koranie nie występuje. Zdaniem br. Bonnet-Eymarda, słowo to odnosi się raczej do „doliny Baka”, znajdującej się na zachód od Jerozolimy. W ogóle lektura Koranu nie daje nam żadnego pojęcia o położeniu i układzie Mekki, natomiast dostarcza wiele szczegółowych informacji o Jerozolimie jako kolebce przymierza zawartego przez Boga z Abrahamem i Izmaelem. Na przykład w Surze 2 występuje słowo as-safa (po hebrajsku: ha-sophim, po grecku: skopos) oznaczające „wartownię” – tak nazywało się wzgórze połączone z Górą Oliwną.

            Sura 4, gdy mówi o „wejściu do ogrodów”, gdzie „płyną podziemne rzeki”, nie używa figur literackich, lecz wiernie opisuje system nawadniania ówczesnej Jerozolimy. Otóż obszar położony na północny zachód od murów miasta był nazywany Ogrodami. Po aramejsku mówiono na nie: Pordesaya, po grecku: Phordesa, po hebrajsku: Pardesaya. Wszystkie te słowa oznaczały „raj”. W tym właśnie miejscu zbudowano podziemny ciąg zbiorników, które pełniły rolę systemu irygacyjnego. W tej samej Surze 4 aż siedem razy pojawia się słowo jahannam, na określenie „doliny gniewu”, w której płonie ogień wiecznego potępienia. Otóż słowo to po hebrajsku brzmi gehenna i jest nazwą doliny położonej na południe od Jerozolimy i graniczącej na zachodzie z doliną Baka. Gehenna pełniła rolę jerozolimskiego wysypiska śmieci – było to opustoszałe miejsce, w którym nieustannie płonął ogień spalający nieczystości wywożone z miasta. Br. Bonnet-Eymard zauważa, że podróżując przez miejsca opisane w Surze 4 – z Ogrodów Pordesaya do Do­iny Gehenna – nie odbywamy wcale zaświatowej podróży z „raju” do „piekła”, lecz poruszamy się w okolicach Jerozolimy.

            Francuski egzegeta pisze też o kamiennej świątyni zwanej Kaba. Według muzułmanów chodzi o ich główne sanktuarium znajdujące się w Mekce. Samo słowo Kaba jest tłumaczone na dwa sposoby: albo jako sześcienna świątynia (w formie kostki – po grecku: kubos), albo jako dziewica. Brat Bruno zidentyfikował dwa istniejące w VII wieku sanktuaria w kształcie sześcianu – pierwsze znajdowało się w Petrze, drugie zaś u wrót Jerozolimy i poświęcone było Najświętszej Maryi Pannie. Na podstawie analizy sanaańskich manuskryptów profesor Puin tłumaczy, dlaczego Koran pełen jest niekonsekwencji i sprzeczności. Otóż w swej pierwotnej wersji zapis koraniczny w języku arabskim, w którym brakuje samogłosek i znaków diakrytycznych, mógł być rozumiany w pełni jedynie przez tych, którzy dobrze rozumieli tradycję ustną. Powstał więc nie tyle jako tekst kanoniczny, lecz raczej jako pomoc czy przewodnik dla tych, którzy znali tekst na pamięć. Był więc czymś w rodzaju stenogramu. To tłumaczyłoby, dlaczego tak wiele sur zaczyna się od tajemniczych kombinacji arabskich liter, niezrozumiałych zupełnie dla współczesnych komentatorów. Z czasem jednak odczytanie Koranu stało się niejasne, gdyż – w miarę upływu czasu i rozprzestrzeniania się islamu – malała liczba osób znających tradycję oralną. Następowała więc standaryzacja tekstu, która – zdaniem Puina – zakończyła się ostatecznie w IX a nie w VII stuleciu.

            Inna teza niemieckiego profesora, nie do przyjęcia dla muzułmanów, kwestionuje panujące powszechnie przekonanie, że Koran napisany został w najczystszym języku arabskim. Jego badania wykazały, że w księdze znalazło się wiele wyrażeń obcego pochodzenia. Samo słowo Koran Puin wywodzi nie tak, jak w obowiązującej wersji muzułmańskiej od arabskiego określenia oznaczającego „recytację”, lecz od aramejskiego odpowiednika słowa „lekcjonarz”. Uściślając, że lekcjonarz był zbiorem fragmentów Pisma Świętego, przeznaczonych do czytania podczas liturgii i przedstawiających w skróconej wersji historię biblijną,

            Niemiecki naukowiec obawiał się, że jego bluźniercza teza o tym, że Koran był zmieniany i rewidowany, ściągnie na niego akty przemocy ze strony muzułmańskich aktywistów. Pracował on nad książką, w której miał opublikować wyniki swoich badań. Wiadomo, że kilka prestiżowych wydawnictw uniwersyteckich odmówiło druku podobnych treści, bojąc się zamachów islamskich fundamentalistów (jeśli wyniki się ukazały to pewnie znów w jakimś małym nakładzie w specjalistycznej prasie).

            Jako ostrzeżenie można traktować list niejakiego Abula Kasima doYemen Times z listopada 2000 roku, zatytułowany „Konspiracja przeciw islamowi”. Autor nie miał wątpliwości, że działalność profesora Puina nie ma charakteru naukowego, lecz chodziło mu o zniszczenie islamu. Abul Kasim apelował do jemeńskich władz, aby nie udostępniały znalezisk żadnym naukowcom, a jeśli rękopisy z Wielkiego Meczetu okazałyby się niekanoniczne, to należy je niezwłocznie spalić. Władze Jemenu zakazały już naukowcom dostępu do manuskryptów. Badań jednak nie dało się zahamować, gdyż istnieją mikrofilmy.

Jesteście gotowi na nieznane fragmenty, odkryte w Sanie ? Włączcie mózgownice i sami kombinujcie, co macie przed sobą bo to już koniec artykułu a ja nie podejmuję się skomentować poniższych tekstów.

  1. ,,Jestem posłańcem oświecenia, niosę tobie i ludowi tej świętej ziemi objawienie, które stanie u początków potężnej religii, ona wyprze wszystkie inne religie. Słuchaj uważnie słów mojego objawienia a poznasz prawdę i osiągniesz wieczne zbawienie u mego boku. Ja posłaniec oświecenia mówię tobie byś powstał i szerzył moje słowa, które dziś słyszysz. Jestem nowym wcieleniem (…) [tutaj następuje nieczytelny fragment]. Podnieś miecz i tarczę, będą potrzebne w zbliżających się stuleciach. Nie szczędź siły, potu i krwi, to wszystko stanowi cenę rozpowszechnienia mojego objawienia. Nie zawiedź mnie, karą za nieposłuszeństwo będzie wieczny ogień.”
  2. ,,Nie jestem jeden, jest nas wielu, ale to ja przewodzę wszystkim i dla nich stanowię Bóstwo. Przybywam z mroku by ofiarować światłość, nauczam swojej prawdy, która jest prawdą jedyną. Nie ma innych bogów niż ja jestem. To, co przekazuje będzie filarem mojego ponownego przyjścia na ziemię. Objawienie, które ci daję, jest drogą ku zjednoczeniu i władzy. Nie oglądaj się za siebie, nie słuchaj innych, bądź mi posłuszny a ja sprawię, że podbijesz cały świat. Ja jestem oświeceniem i mrokiem, łącze przeciwstawne światy w jednym bycie, którym ja jestem.”

No, jeszcze nie taki całkowity koniec, obiecałam przecież wymienić bohaterów tego artykułu:

    • Mahomet – wiadomo, spolszczone imię Muhammada, wiadomo którego
    • Abdullah Ibn Masuda, Salim, Ubaj B. Kaaba i Muad bin Dżabal – 4 zaufane osoby, którym Mahomet przekazywał swoje „wizje”.
    • Abu-Bakr – teść Mahometa ponieważ był ojcem Aiszy (ulubionej żony proroka) – pierwszy kalif w latach 632-634, to on nakazał spisać Koran dla potomnych
    • Zajd ibn Sabit – najmłodszy sekretarz Mahometa, na rozkaz pierwszego kalifa opracowa pierwszy Koran w wersji pisemnej
    • Umar lub Omar – kolejny teść Mahometa ponieważ był ojcem Hafsy (tej, która podobno przechowywała pierwszą wersję Koranu, po jej śmierci spaloną) – drugi kalif w latach 634-644,
    • Usman ibn Affan – ten z kolei był zięciem Mahometa ponieważ był mężem aż dwóch córek proroka, trzeci kalif w latach 644-656, wg tradycji muzułmańskiej twórca jedynej prawdziwej wersji Koranu, to on zlecił Zajdowi ibn Sabitowi ponownie zredagować Koran (ile kazał dodać, ile kazał odjąć tego już się nie dowiemy).
    • Ali ibn Abi Talib – brat stryjeczny, przybrany syn a następnie zięć Mahometa po poślubieniu jego ulubionej córki – Fatimy, czwarty kalif w latach 656-661. Spisał swoją wersję Koranu ale podobno ją spalił na rozkaz trzeciego kalifa. Jest po Mahomecie drugą ważną osobą w islamie dla szyitów.
    • Hajjaj bin Jusuf – dowódca wojskowy i namiestnik Iraku w latach 694-714, to ten, co się chwalił, że dodał literkę „a” ponad tysiąc razy do wyrazów w Koranie.
    • Postacie wymienione w drugim rozdziale są z kręgu języków indoeuropejskich więc nie będę ich przypominała. Muszę jednak przyznać, że miałam problemy w odnalezieniu życiorysów, zdjęć sylwetek i opracowań naukowych naukowców francuskich, włoskich lub niemieckich. Ponieważ angielski też nie jest moją mocną stroną, stwierdziłam, że ten, kto będzie chciał coś dodać lub polemizować, zrobi podając stosowne źródło.
    • Strony przydatne, z których korzystałam:
    • http://globalne-archiwum.pl/koran-swieta-ksiega-islamu-cz-1-istnieja-fragmenty-ktore-nie-zostaly-zawarte-w-kanonicznej-wersji-koranu/

 

Reklamy