Ekologia

ekologia

Ostatnimi czasy Ziemianom obrodziło obrońcami planety. Jak spod ziemi wytworzono obrońców jej klimatu, atmosfery, środowiska, pajęczaków i wszystkiego innego, co na tej planecie jest lub żyje. Humanoidalni bandyci, którzy od niepamiętnych czasów ludzi nękają, po raz kolejny zaczęli ich „ochraniać” w najprymitywniejszym, mafijnym stylu. Spuszczono ze smyczy obrońców wszystkiego.

Wszystkiego, z wyjątkiem białych, normalnych mieszkańców Ziemi. Cała reszta jest bardzo silnie przed czymś ochraniana. Losem planety zaniepokoiła się nawet Organizacja Niemiec Zjednoczonych, bo mało kto wie ale to właśnie oznacza słynny skrót ONZ.

Dlaczego?

To oczywiste – otóż skrót ONZ nie oznacza jak się powszechnie uważa – Organizacji Narodów Zjednoczonych z tego prostego powodu, ponieważ na planecie nie ma narodów, które się zjednoczyły. No nie ma. 300 lat temu były dwa: Polska, która się z Litwą zjednoczyła ale bandyci z Niemiec zrobili natychmiast rozbiory i na trzy kawałki między siebie zjednoczony naród podzielili. Jedynym więc istniejącym wyjątkiem są Niemcy – sztuczny beznarodowy de facto twór pozlepianych ze sobą tysięcy małych plemiennych księstewek. Cała reszta narodów wściekle się dzieli. Irak na Irak i Kuwejt, Indie na Indie i Pakistan, Korea na Gorszą i tę Kima, Wielka Brytania na Szkocję, Walię, Anglię i City, Hiszpania na Kraj Basków, Katalonię… i tak w zasadzie na calutkim świecie, to oprócz Niemców wschodnich i wsobnych jedynie angielscy kibole zdołali się zjednoczyć w Manczester Junaited, ale jako że angielscy kibole to bydło nie naród, nie możemy brać ich na poważnie w dalszych rozważaniach. ONZ to zatem Organizacja Niemiec Zjednoczonych jak widać, no a gdyby nie było widać dodam, że po dwóch wojnach światowych – oni teraz dzielnie walczą o światowy klimat. Oczywiście także na światową skalę. Co dziwne, Niemcy nie widzą gigantycznego problemu z Makrelą Mengel, która odkąd się ćwierć tony temu, hm… przeludniła, pochłania więcej żywności niż podzwrotnikowa Afryka, a po każdym karmieniu rozpoczyna proces skomplikowanego trawienia i wydziela wówczas więcej gazów cieplarnianych niż elektrownia węglowa. Zamiast tego Niemcy dostrzegają problem u innych narodów, które harują tylko po to, aby Makrela otwór gębowy napełniła i ponownie mogła przystąpić do skomplikowanego trawienia.

No nic, bo jako że Niemcy to lokomotywa Europy, tak więc parafrazując narodowego wieszcza ze zjednoczonej Rzeczpospolitej rzec można o najnowszym niemieckim problemie tak:

Siedzi na kiblu wielka lokomotywa.

Ciężka, ogromna i pot z niej spływa.

Spina się, parska, dyszy, charczy i pluje,

Stęka, sapie i prze jak przechuje.

I choćby przyszło tysiąc atletów,

I każdy zjadłby tysiąc kotletów,

I pompowali by potem dwutlenki i metan przez tysiąc lat,

To nie napompowałby się nawet Makreli zad.

Tak więc Niemcy znowu wyruszają do światowego ataku i ponownie robią blitzkrieg – tradycyjnie popychając dzieci na pierwszej linii.

Dlaczego oni wciąż atakują dzieciakami?

Ponieważ dorośli, normalni ludzie nie widzą żadnego problemu z klimatem. To tyle. I dlatego do wyimaginowanej walki o niego popchnięto nienormalne dzieci – takie jak na przykład Greta widząca dwutlenek węgla, który jest dla reszty Ziemian niewidzialny. Jeśli ktoś był zamrożony i nie widział jeszcze jej marnego występu w Organizacji Niemiec Zjednoczonych oto jego znacznie lepsza jakościowo wersja. Z czesko słowackim dubbingiem, aby tę żenującą porażkę pozytywnie przetrawić. Mimiczna i memogenna twarz chorej na głowę Grety, aż się prosiła o artystyczny słowiański dubbing.

https://www.youtube.com/watch?v=qSKaV8zWpTw

Po publicznych występach małej Grety, której w Niemczech tak mocno zapleciono warkoczyki, że jej oczy na wierzch wyszły i łeb ją napierdala, natychmiast wynurzyła się kolejna skrzywdzona przez ONZ dziewczynka – ta której feminizm oraz dwutlenek już tak dokuczył, że zaproponowała… zjadanie dzieci.

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/feministka-zaproponowala-aby-zjadac-dzieci-w-celu-ratowania-klimatu

Dziwaczne te niemieckie ataki – zupełnie jak bawarskie porno – i tak sztuczne, że nawet nie mogą być umieszczone w pobliżu słowa: prawdziwe.

Co zatem tak naprawdę oznacza ten nagły wysyp chorych na wszystko dzieci? I dlaczego akurat dziewczynek?

No cóż, w tekście o feminizmie wyjaśniłem drobiazgowo dlaczego bandyci zawsze do swych skrytych knowań używają kobiet – chodzi po prostu o to, że one nie posiadają zmysłu wykrywania podstępu lub oszustwa w przeciwieństwie do facetów. To czysta biologia dlatego właśnie 99 % ofiar oszustów stanowią zawsze kobiety. To są właśnie te wszystkie moherki okłamywane złudnie przez zwyrodniałych księży, łase na mądrości zza siedmiu mórz wegetarianki albo inne babcie przerobione metodą na wnuczka, na którą przecież nigdy nie nabrałby się jakiś facet. Więcej szczegółów o tej kobiecej ułomności znajduje się we wspomnianym tekście o feminizmie:

https://bacologia.wordpress.com/2019/04/01/feminizm/

Powracając tymczasem do tematu dzieci wykorzystywanych przez bandytów nie łudźmy się nawet przez moment, że w tym zakłamanym doszczętnie świecie nagle i spontanicznie wszystkie możliwe ścierwomedia głównego szamba zaczęły się troszczyć o planetę?

O, nie. No, kaman. To tylko zorganizowana ustawka. Jedna wielka ściema. Hucpa innymi słowy. Pasożyt nigdy przecież nie dbał, nie dba i nie zadba o interes swojego nosiciela, lecz wyłącznie własny. Cała ziemska biologia jest tego niepodważalnym dowodem. Ten zorganizowany w najdrobniejszych szczegółach atak ekooszołomów to bardzo czytelne przesłanie: idzie kolejny plugawy atak na szeroko pojętą normalność. Po co? Oczywiście po to, aby normalnych ludzi po raz kolejny obrabować z owoców ich pracy, czyli pieniędzy. Kasa się bowiem złodziejom wszystkiego kończy.

Co można zatem zrobić?

No cóż, w przypadku tych nieperespektywicznych dziewczynek niestety już nie można ich powierzyć na wychowanie Dżefrejowi Epszteinowi w jego ośrodku na Wyspie Miłości dla małych dzieci, bo nasz pedofil w więzieniu hm… zawiesił swoją działalność i już nie zrobi z żadnej dziewczynki obytej towarzysko damy. Wujek Weinsztein być może zrobiłby z nich lepsze aktorki, bo ma kilka filmowych fabryko baraków no ale na razie ma w Hollybrudzie problemy z innymi molestowanymi dzieciakami. Na razie zatem to wujek Sorosz się nimi opiekuje ale jako aktywny szmalcownik po dwudziestu przeszczepach serca, Dżordż w każdej chwili może je komuś niedrogo odsprzedać, ewentualnie sam wyciągnąć nogi.

Co można zatem rzeczywiście zrobić dla tych poszkodowanych dziewczynek?

No cóż… można po prostu zabić to zanim zdąży się porozmnażać. Ewentualnie podać im serię zastrzyków na rozweselenie. Gdyby jakiś lekarz z ludzkim sercem podał Grecie dożylnie cztery razy dziennie parę miligramów opium lub heroiny to po miesięcznej kuracji już by się uspokoiła i nie obawiała dwutlenku, który jej dokucza na głowę i oczy.

Poza tym nagły wysyp oszołomów, to mimo wszystko bardzo dobry sygnał dla ogarniętych w tym, to dobre określenie… klimacie.

Mafia bowiem, która od setek lat wytwarza fikcyjne problemy po to, aby za nasze pieniądze udawać że z nimi walczy, już od dekad stara się obarczyć niczemu ludzkość kolejną fikcyjną winą a potem obdarować haraczem za rzekome przestępstwo. Po to właśnie wytworzono w Niemczech partię zielonych w ubiegłym wieku.

Oni w zasadzie od czasów Jezusa przecież nic innego nie robią. Obarczają niewinnych ludzi fikcyjnym przewinieniem, na przykład grzechem pierworodnym, a potem doją z kasy pod płaszczykiem, odpustu, spowiedzi lub pseudodobrowolnej ofiary. Niby bóg zapłać ale bez ośmiu stów nie ma komuni, pogrzebu lub ślubu. No tak czy nie tak?

Oczywiście, że tak no bo Pan Jezus, bla, bla, oddał życie za ludzkości grzechy.

Tak naprawdę guzik oddał a nie życie za nasze grzechy, bo ci którzy potrafią czytać stare i nowe testamenty wiedzą, że on żadnego życia nie oddawał. Jezusa zakrakały i zabiły na śmierć żydy i jeśli ktoś ma tu w związku z tym coś do odpokutowania to właśnie oni. Żaden – ani jeden Słowianin – nie przyłożył do hecy z Jezusem swojej ręki.

Żaden ze Słowian nie posiada także i nigdy nie posiadał żadnego grzechu pierworodnego, bo ten grzech posiada wyłącznie Kain, który zatłukł kamieniem Abla. Tamte bratobójstwo to sprawa wyłącznie pomiędzy hebrajczykami. Sprawa niezwykle wąska i niegodna do wywlekania na całą ludzkość. Kainowi należy się pałka w beret lub krzesełko elektryczne aby nie było już antysemitów na tym świecie i po temacie grzechów pierworodnych….

Jeśli ktoś ma rozum i odrobinę wiedzy historycznej to widzi jak na dłoni, że metoda obarczania ofiar swoją własną winą to w zasadzie jedno i te samo źródło utrzymania morderczych pasożytów nie tylko od dekad lub wieków ale… tysiącleci co najmniej.

W kółko, i w kółko, i w kółko jedno i to samo. Hebrajskie przestępstwo, szukanie frajerów i namolne wmawianie im własnej winy. To chore i niewiarygodne ale jakże prawdziwe. No tak czy nie tak?

Oczywiście że tak, bo nie ma od tej reguły ani jednego wyjątku. Są wieki i tysiąclecia i ani jednego odstępstwa od tej sprawdzonej hebrajskiej metody.

Nie inaczej oczywiście jest z ekologią, bo na klimat działalność człowieka nie ma absolutnie żadnego wpływu.

Aby być uczciwym to należy tu powiedzieć, że łączna masa bakterii na naszej planecie miliony razy przekracza masę wszystkich ludzi i tym samym wywiera miliony razy większy wpływ na to co się dzieje. Jednakże, to wszystko co na Ziemi żyje (rośliny, zwierzęta, bakterie i ludzie) pochodzi przecież z jej własnej materii jako że innej na Ziemi nie ma. I w związku z tym to wszystko co na niej żyje ma na nią wpływ taki sam jak garstka pleśni na skórce wielkiego na trzy metry kręgu sera. Skoro bowiem skorupa ziemska jest jak skórka od jabłka to ta cała zbieranina żywych istot na Ziemi, która po tej skorupie się porusza, nie ma absolutnie żadnego wpływu na jej jądro. Jest nas – istot żywych – po prostu za mało aby Matce Ziemi nabruździć pląsając jedynie nieśmiało po jej naskórku. Niewinne bakterie mają na Ziemię dużo większy niż ludzkość wpływ ale i on jest w konfrontacji z planetą oczywiście bez znaczenia.

„Problem” pasożytów jest w tej sytuacji tylko taki, że nie potrafią bakteriom wmówić winy i podatkiem ich obarczyć. Ba, nie są zdolni nawet krów namówić aby dawały więcej mleka lub opowieściami o grzechach pierworodnych i pokutach nastraszyć kury do znoszenia więcej jajek. Nawet roślin nie potrafią pustą gadką zmusić do większych plonów – tak więc koncentrują się wyłącznie na co głupszych od krów… ludziach – tych, którzy opowieści dziwnej treści z pasożytniczych źródeł, nie tylko słuchają ale tracą czas na ich „zrozumienie”. Proces jest identycznym nieporozumieniem co marnowanie czasu na bełkot Bolka. Wiadomo z góry, że nic z tego nie wyniknie, bo nigdy jeszcze nie wyniknęło, ale garść głupków większych od Bolka zawsze będzie nabożnie słuchać jego bredni.

Cała heca z dwutlenkiem węgla wygląda tak. Jego ilość jak wszystkich innych pierwiastków jest określona i w związku z tym ani go nie ubywa z ziemskiego środowiska ani nie ma w nadmiarze. Dwutlenku jest bowiem ile jest – to nawet nieistotne ile konkretnie – i on po prostu krąży sobie w ziemskim obiegu który jest hermetycznie zamknięty. Ponadto on nie jest szkodliwy. Dwutlenek węgla jest życiodajny dla ziemskiej flory. Roślinność się nim odżywia a wydala tlen, którym odżywia się ludzkość i świat fauny. To takie proste. Jeśli gdzieś na ziemi jeden z zaworów bezpieczeństwa – tak zwany wulkan – dokona erupcji, potrafi wyemitować na raz więcej dwutlenku węgla niż przez tysiąclecie cała ludzkość. I oczywiście żadnej katastrofy z tego powodu nie ma. Jest oczywiście parę hektarów spalonej ziemi, chwilowe zaćmienie z powodu dymu i pyłu ale te popioły po ostygnięciu są tak żyzne, że z nawiązką kompensują powstałe podczas erupcji „straty”. Roślinność na glebie wulkanicznej w kilka lat eksploduje, lokalne plemiona się cieszą, a miejscowy, chwilowy nadmiar dwutlenku węgla prądy atmosferyczne natychmiast roznoszą przecież rozpraszając równomiernie po całej planecie. Gigantyczne ilości dwutlenku węgla – jakieś 90 procent, pochłania zawsze ocean absorbując go przez tamtejszą faunę, florę, osady denne i wodę.

Brednie o szkodliwości dwutlenku węgla obalił raport dla ONZ przygotowany przez ponad 500 prawdziwych naukowców – elitę światowej nauki. On tę hebrajską hucpę obala totalnie. I dlatego ta chytra banda już nie może liczyć na sprzedajne pseudoautorytety. Po tym raporcie na hebrajskie bajki o szkodliwym dwutlenku już nie uda się nabrać dorosłych ludzi. Nabrano więc na te bajki… dzieci. Ba, naiwne dziewczynki. I dlatego bandyci desperacko sięgnęli po tę broń – chore na głowę dzieci – aby w ten odrażający sposób naciągnąć na pieniądze zdrową ludzkość mającą dobre serca i litość dla słabych dzieci. Użycie do wojny klimatycznej tych upośledzonych dziewczynek jest wyjątkowo odrażające i daje pełny obraz posługujących się tą metodą zdegenerowanych szumowin.

Dla nas jednak to bardzo dobry znak, bo przede wszystkim oznacza że szumowinom kończą się pomysły, które im doskonale przez minione wieki się sprawdzały. Bandytom jak widać już nie jest tak prosto obarczyć ofiary fikcyjną winą i okraść z pieniędzy. Powszechny dostęp do informacji dziś niemal z dnia na dzień jest w stanie obalić doskonale działające bez niego kłamstwa.

I zapewniam ani klimat ani ochrona środowiska nie ma tutaj niczego do rzeczy, bowiem nie kto inny ale właśnie hebrajczycy od tysięcy lat stosują trucizny, broń biologiczną, gazy trujące, promieniotwórczość, wirusy, zarazki i wszelkie inne szkodliwe związki. Nie kto inny przecież tylko niemiecki żyd Fritz Haber wynalazł Cyklon B i gazy trujące na „potrzeby” I wojny światowej, a inny amerykański żyd wynalazł… komory gazowe, a stado jeszcze innych żydów broń atomową dla ofiar II wojny światowej. I dokładnie tak samo było z nimi zawsze. Nie kto inny bowiem, niż żyd Nostradamus rozprzestrzeniał w średniowieczu po Europie zarazki dżumy podszywając się pod walczącego z dżumą… lekarza. Nawet własną rodzinę wytruł ten truciciel, pseudowróżka, kolekcjoner cudzych pieniędzy i łowca posagów. Co do obecnych trujących szczepionek którymi zabijana i okaleczana jest ludzkość… powszechnie wiadomo kto jest ich producentem i kto je komu lansuje.

Powracając do dwutlenku, od samego początku jego istnienia nie zmieniła się ani na jedną molekułę jego ilość w ziemskim obiegu. Ile go było – tyle go nadal jest, bo nawet kosmonautom z wytwórni filmowej NASA nie udało się nawet litra tego gazu wywieźć z naszej planety. Oczywiście w różnych epokach różnie bywało z zawartością dwutlenku w atmosferze, bo raz było go mniej a raz więcej, ale zawsze jego ilość była niezmienna na naszej planecie. Nadwyżki wędrowały w lodowce lub oceany, bo roślinność też ma swoje limity wzrostu i zajęciu danego terenu już się bardziej przecież nie rozrasta ponad swoje możliwości. Wówczas przemiana tlenu w dwutlenek spowalnia i właśnie dzięki roślinom ten proces na nasze szczęście nigdy nie przebiega nagle. W epoce kredy było dwutlenku maksimum – świat roślinny wówczas ze szczęścia oszalał. I nie przeszkodziły im bardziej żarłoczne niż Makrela gady, które się wówczas po Ziemi pasły. Nawet one nie nadążały zjadać roślin i zatruć atmosfery cieplarnianymi trawiennymi gazami. Paprocie miały po dziesięć metrów wysokości a drzewa rosły jak na drożdżach całą ziemię pokrywając dżunglą i puszczami. No ale kiedy skończyła się dwutlenkowa Bonanza roślinność obumarła i przemieniła się w znany nam doskonale węgiel kamienny – czyli nie mniej nie więcej tylko kolejną już postać węgla – stałą zamiast gazowej, ok?

Ten ruch dał szansę dla świata ludzi i zwierząt aż do chwili obecnej, gdzie fauna i flora wypracowały równowagę dając warunki do życia obydwu światom. I wszystko byłoby ładnie i pięknie, gdyby nie plemię pasożytów, które wytruło sporo fauny i flory przy pomocy środków masowej zagłady, roślinobójczych i owadobójczych. Nikt inny nie zakłócił tej równowagi tak bardzo jak niemiecki przemysł chemiczny.

Nie wiem czy żyjemy w czasach ostatecznych ale wiem że żyjemy w czasach ciekawych. Podwaliny pod te ekologiczne oszustwa zostały już wieki temu złożone a ich fundamentem jest idiotyzm o nazwie demokracja. Ustrój do bólu lansowany przez pasożytów w którym głos żula lub złodzieja równy jest głosowi filozofa lub profesora. A jako że patologii jest zawsze więcej… mamy co mamy w tej debilnej demokracji. Już Platon zresztą przestrzegał „demokracja to rządy głupców” – bo tych niestety ale zawsze jest najwięcej. Na naszym podwórku to są ci słynni wyborcy PO lub PIS którzy chodzą oddawać głosy na zawodowych kłamców mimo iż nawet najstarsi z nich nie pamiętają ani jednej spełnionej obietnicy. Platoniczna i nieodwzajemniona miłość głupków do urny wyborczej – to schorzenie które jeszcze nie ma naukowej nazwy więc proponuję „schizofrenia paranoidalno wyborcza”. Głupki chodzą do tych urn chodzą i chodzą, gadają do urn i oddają urnom głosy, nieczuli na szyderę, ironię i bezsens swojego działania do czasu aż wyciągną umęczone nogi i sami staną się urną. Z prochu powstałeś i w urnę się obrócisz – pocieszy ich klecha który im wmówił grzech pierworodny i skasuje za miejsce na komunalnym gdzie za odpuszczenie żydowskich grzechów odpali kawałek nie swojej ziemi na urnę z prochami.

W demokracji przejdzie wszystko, bo jak wiemy od Platona są to rządy głupców. Czy po pamiętnej modlitwie o deszcz w polskim sejmie (2008) trzeba to jeszcze komuś udowadniać?

Przeszedł zatem, przy powszechnym aplauzie, również numer z ekologią.

No bo tak dla rozjaśnienia zapytam podstępnie. Słyszałeś, kiedyś człowieku za komuny, czyli przed demokracją coś o śmieciach?

Zwłaszcza w gospodarstwach wiejskich?

Powiem ci dlaczego nie. Nie słyszałeś, bo… nie było śmieci wówczas.

Stare gazety szły na rozpałkę, odpadki kuchenne rzucało się świni, a mleko nosiły silne wiejskie baby w jakiś bańkach.

Kiedy byłem w armii a to było jak najbardziej miasto ani razu nie widziałem w koszarach śmieciarki. W koszarach jednak, muszę to uczciwie powiedzieć, nie było demokracji.

I wówczas właśnie coś mnie tknęło, jeśli chodzi o śmieci i demokrację.

Zauważyłem że dopiero demokracja zaśmieciła świat pakując wszystko w plastik, folię i kartonik błyszczący, zamiast szary papier lub tekturę jak to bywało za komunizmu.

Jak czerwie zatem na rozjechanym psie zaraz po nastaniu demokracji pojawiły się śmieci. Wszędzie.

Jakby wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu, natychmiast po nich pojawiły się liczne ekologiczne, gminy, towarzystwa, kółka, zespoły ekspertów, ruchy społeczne, hordy działaczy pogrupowanych w organizacje.

Tak naprawdę jednak, nic nie dzieje się bez powodu w demokracji. Demokracja nie po to też stworzyła problem śmieci, żeby z nim walczyć.

W szkopach tamtejsi wyborcy osiągnęli już chyba rekordowy poziom skretynienia bo dopuścili do żłoba nawet całą partię tak zwanych zielonych. I chociaż ta partia nic nie zrobiła na rzecz ani jednego Niemca to dalej głosują, mimo iż to kosztowny dla ofiar jest proces. Oj i to okrutnie. Kosztowny bo po każdych, kolejnych wyborach szkopki mają coraz więcej koszy na śmieci. Obecnie już sześć stoi kubełków czyli: papier, szkło zielone, szkło białe, szkło brązowe, plastik, odpadki organiczne i… sześć razy większe są rachunki za wywóz tego gówna przez służby sprzątające. Ponieważ nie zanosi się na to aby w najbliższym czasie pojawił się w szkopach zdrowy rozsądek, już niedługo każdy niemiecki dom będzie miał ogrodzenie z kolorowych kubełków No nic, o ile Niemca zawsze było łatwo w bambuko zrobić bo on z natury słucha tego co powie gauleiter albo odbiornik, o tyle dziwi, że dają się nabrać na to również coraz częście nasze, na pozór sprytne wyborcze młotki.

Ekologiczna „ochrona” ziemi przed zalewem śmieci to jednak nic w porównaniu z ekologiczną „ochroną” przyrody. Dopiero ta „ochrona” robi się hardkorowa.

PARKI NARODOWE

Jak sama nazwa wskazuje parki narodowe należą do narodów i w związku z tym narody te mają tam zakaz wstępu. Nie wiadomo nawet dlaczego. Może za karę bo mają organizację a nie są zjednoczone. Kto wie?

Narody nadal są różne, tak samo jak parki ale łączy je jedno – zakaz wstępu do parku narodowego lub wstęp za ograniczeniem jakimś. Przyrodę bowiem demokracja… postanowiła ochraniać.

Przed czym?

Tego również do dziś nie wiadomo. Serio.

Jak tylko się trafi coś wyjątkowo pięknego demokracja od razu jeb… i urządza tam park narodowy, a potem go kurwa strzeże, ale nie wiadomo przed czym.

Poznajmy więc ową „ochronę” na doskonałym wręcz, podręcznikowo wzorcowym przykładzie, jakim niewątpliwie jest historia najstarszego parku narodowego na świecie.

Okolice rzeki Yellowstone od wieków były malownicze i podziwiane dosłownie przez wszystkich, toteż raz dwa zamieniono ten teren w pierwszy park narodowy na globie. I chociaż kompletnie nic poza nazwą tej okolicy się nie zmieniło, nagle postanowiono obszar ten chronić. Zagmatwane?

A więc jeszcze raz tylko od począteczku, po to aby zrozumieć jak wielkie następstwa niesie pozornie błaha zmiana zwykłej nazwy na tak zwany park narodowy.

Demokracja stworzyła park narodowy, czyli tak zwaną turystyczną atrakcję, czyli po prostu kolejny problem tam gdzie go dotychczas nie było. Następnie, (aczkolwiek z braku jakichkolwiek precedensów nikt nie miał bladego pojęcia jak tego dokonać) demokracja postanowiła… chronić park narodowy.

Przed czym?

Przed czym, skoro przed zmianą nazwy obszar ten sam się doskonale ochraniał?

Przed czym, skoro to z samego założenia pomysł jest schizofreniczny?

Nikt tego do dziś nie wie – i to pomimo tysięcy innych parków narodowych!

Rozumiemy już chyba, że demokracja nie po to stwarza jakieś problemy aby je zwalczać, prawda?

Dobra, a zatem jedziemy z tym nieszczęsnym parkiem Yellowstone.

Jeszcze na początku XX wieku park ten obfitował w zwierzynę. Było tam od mnóstwo grubego zwierza. Biegało po parku od cholery łosi, bizonów, misiów, kojotów a nawet wilków. Do tego miliony drobnicy typu wiewiórki, wydry i jakieś ropuchy. Do ochrony wyżej wymienionych powołano tak zwaną straż parkową pod pozorem – uwaga – zachowania parku w stanie pierwotnym. I chociaż to niebywale debilne to tak naprawdę było! Ba, tak samo jest do dziś. Nikt tak naprawdę nie wie co ta straż miała tam zrobić żeby było jak wcześniej przed strażą – zagadka stulecia co najmniej.

Mieli dawać wilkom mandaty za wejście na teren kojotów, hę? No jestem niegłupi ale tego nie wiem po prostu skoro wcześniej bez straży parkowej wszystko się samo utrzymywało w… STANIE PIERWOTNYM. W dodatku za darmo.

A może ty wiesz czytelniku na czym ta ochrona miała polegać? Jeśli tak to pisz w komentarzach.

Bo ja naprawdę wymiękam, kiedy czytam o takich debilizmach jak powyższe.

No nic, jedziemy dalej.

A zatem nie mająca przecież zielonego, (to dobre słowo) pojęcia straż parkowa zaczęła czuwać, aby zachować park narodowy Yellowstone w stanie pierwotnym.

Jak to ładnie brzmi, prawda?

A nie znasz przypadkiem podobnych tekstów z własnego odbiornika? Współczesnych?

Oczywiście że znasz bo ta Metoda trwa w najlepsze także w naszym kraju.

Poznaj więc ją od podszewki.

Straż parkowa strzegła parku. Cały rok go nieszkodliwie strzegła, zanim się spostrzegła, że… jest niepotrzebna.

Ojoj, ale mi się ładny potrójny rymek przysrał…

Nie czekając zatem aż podatnicy również się spostrzegą w tej kwestii, straż nagle stwierdziła że jest parkowi naprawdę mocno potrzebna, bowiem znienacka jeb… łosie znalazły się na krawędzi zagłady. Podobno, rzecz jasna.

Łosie co prawda nie miały o tym bladego pojęcia ale podjęto działania mające je uratować od holokaustu. Wygnano precz Indian z parku, bo mieli niefajny zwyczaj od czasu do czasu przyjebać w łosia toporkiem, a zaraz potem wytruto wszystkie wilki żeby dać już porządnie tym łosiom odetchnąć.

Łosie złapały oddech – i tak się namnożyły że wpierdoliły wszystkie drzewa tak że zabrakło dla bobrów.

Bobry, bez materiałów na tamę, po prostu się z parku wyniosły.

Wtedy straż parkowa odkrywczo stwierdziła że wuj strzelił całą parkową gospodarkę wodną. Bez bobrowych tam łąki zaczęły wysychać a w byłych rozlewiskach padły pstrągi i wydry.

Gleba zaczęła pustynnieć.

Zaledwie dwadzieścia lat później (szok jak oni szybko myślą!) straż parkowa uznała, że w parku jest za dużo łosia. Zrobiono zatem łosiom obiecany holokaust i to taki że każdy strażnik mógł porządnie dorobić sobie do pensji na porożach gonionych na boku turystom.

Szaty roślinnej jednak już nigdy nie udało się odtworzyć takiej jak była przedtem.

Sprowadzono więc z powrotem Indian oraz wilki po tym jak się okazało jaki zbawienny mieli wpływ na środowisko parku. Wzięto nawet pod ścisłą ochronę wszystkie parkowe misie.

Misie więc zabrały się za gody a po godach za populacje bizonów. Bizony nie miały ochrony więc niemal zanikły zwłaszcza, że były też tu i tam niezależne kojoty. Zrobiono więc misiom i kojotom pogrom.

W międzyczasie straż parkowa wykombinowała przepisy przeciwpożarowe nie mając pojęcia o wpływie naturalnych pożarów na środowisko parku. W efekcie jak po kilkunastu latach trafił się w końcu pożar to temperatura osiągnęła taki poziom, że gleba stała się jałowa zupełnie. Sprowadzono więc zupełnie nowe sadzonki i sadzono las kompletnie od zera. Zapomniano o misiach i te w międzyczasie zupełnie zdechły.

Efekt jest taki, że dziś w Yellowstone nie ma niczego kompletnie, oprócz no może gejzerów, z tego co się na ten park składało w wersji oryginalnej. Zero stanu pierwotnego. Misie są obce, pstrągi również, tak samo wilki, cała kompletnie szata roślinna jest sprowadzana gdzieś z daleka. Nie ma nawet Indian bo ci wolą chlać i żyć z opieki społecznej niż się uganiać za łosiem z toporkiem. Tylko straż parkowa tam trwa i… strzeże parku narodowego. Non stop.

I to wcale nie jest śmieszne, bo jej działania na oślep przy takiej lawinie niekompetencji i nieudolności są porażające, bo tej katastrofy nie spowodował przecież tankowiec lub koncern petrochemiczny tylko… ekolodzy. Strażnicy w parku narodowym. Mało tego, ci sami ludzie do dziś radośnie i z entuzjazmem w to czym jest przyroda ingerują.

W tym samym parku!

Koszt tej pseudo ochrony niedługo się zamknie ładną kwotą tysiąca miliardów dolarów, bowiem już ponad wiek strażnicy tak sobie tego parku… strzegą. Tylko dzięki niepotrzebnym zupełnie przepisom przeciwpożarowym co parę lat w parku Yellowstone są pożary kosztujące po miliardzie podczas akcji gaśniczych, które notabene nic nie dają, bo koniec końców i tak je gasi dopiero pierwsza jesienna burza. Rozumiemy już jakie pieniądze robi się na ekologii, nie robiąc dla środowiska kompletnie niczego dobrego? Ba, szkodząc mu maksymalnie i niszcząc w stu procentach?

Ta sama historia dzieje się współcześnie wszędzie. W dosłownie wszystkich ziemskich parkach narodowych. Tak samo przecież jak Indian i te cholerne łosie, wykończono populację Modraszka Niebieskiego na Wyspach Brytyjskich i wiele, wiele innych gatunków.

Nie piszę jednak tego bo mnie akurat obchodzi ten motyl, tylko dlatego bo to wszystko to dzieło… ekologów i tej ich ŚCISŁEJ OCHRONY to tego to owego przedstawiciela fauny lub flory.

Ekologia po prostu zbyt wiele kosztuje i przynosi wyłącznie straty i tylko to powinni w końcu wiedzieć umęczeni demokracją ludzie.

eco2

W 2007 roku dwie jakże ważne dla świata postacie czyli GW Bush i Angela Merkel uknuły w imieniu swoich mocodawców kolejną opłatę za nic, czyli za emisję dwutlenku węgla.

O ile Bush, jak każdy normalny alkoholik, zawsze miał program naprawy świata i nie zaskakuje kiedy się zabrał za atmosferę planety, to dziwi i to bardzo postawa Merkel.

No bo czy ten wór mięsa wyglądający prawie jak kobieta, wydzielający więcej gazów cieplarnianych niż głodująca Afryka, jest upoważniony do wprowadzania na całym globie opłat klimatycznych?

KATALIZATOR

Cała obecna hucpa z dwutlenkiem węgla, przypomina w swojej żałosności aż do złudzenia tamtą przerabianą w latach siedemdziesiątych. Chodziło w niej o katalizator, który pozwolił zedrzeć sowity i niczym nieuzasadniony ochłap, (około 1000 dolarów) dla pasożytów, i to z każdego, pojedynczego posiadacza auta.

Dlaczego?

Bo katalizator jest drogi.

Dlaczego?

Bo zawiera platynę.

Ten pomysł na przymusowe wciśnięcie każdemu posiadaczowi auta tłumika z platyny, zerżnięto od pierwszej do ostatniej linijki z książki Forsytha Psy Wojny.

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek człowieku dlaczego twoje auto, które spala parę litrów na setkę „musi” go mieć w świetle tego, że palące kilkaset na setkę czołgi, nie?

Czy zastanawiałeś się nad tym, że nie ma i nie będzie katalizatorów w samolotach spalających tony paliwa na sto kilometrów?

Że nie ma i nie będzie katalizatorów w okrętach palących tysiące ton na godzinę? I to smoły brudniejszej niż odbytnica Merkel?

Czy zastanawiałeś się, że katalizator zupełnie bez sensu mają również diesle?

Przeczytaj Psy Wojny, a dowiesz się dlaczego i po co są tak naprawdę katalizatory.

Z mojego tekstu natomiast dowiesz się, że ściśle i precyzyjnie według książki Psy Wojny, synek brytyjskiej premier i przyjaciel dworu brytyjskiego, niejaki Mark Thatcher usiłował w 2003 roku zorganizować z pomocą najemników zamach stanu w bogatej w ropę Gwinei Równikowej aby położyć chciwą łapę na tamtejsze surowce. Jedyną różnicą jest to, że w książce Forsytha sprzed niemal pięćdziesięciu lat chodziło o złoża platyny a nie ropy. Reszta została zerżnięta przez tego ułoma kropka w kropkę. „Niestety” ale nie udało się synkowi mamusi zerżnąć happy endu. Kiedy bowiem sprawa się wydała dowódcę najemników wtrącono do afrykańskiego kryminału na resztę żywota wraz z pozostałymi paramilitarnymi niedojebkami którzy z nim poszli, a jedynie synka skurwysynka, angielskiej mamusi udało się cudem wykupić tuż sprzed nosa negroidalnego wymiaru sprawiedliwości. Sprawiedliwość bowiem nigdy w demokracji nie dosięga największych kanalii.

Zrozummy w końcu, że ten ekologiczny bełkot i wpędzanie ludzi w winę, zaczęły się tuż, tuż po zakończeniu wojny.

50 lat temu tylko jeden jedyny naukowiec szwedzki zapowiadał publicznie cykliczne ocieplenie klimatu, w tym między innymi w wyniku działalności człowieczej, czyli emisji dwutlenku węgla. Nie trafił jednak na odpowiedni moment, czyli temat który był wówczas trendy więc został zgodnym chórem wyśmiany i uznany za niepoczytalnego. Było tak bowiem cała dosłownie ówczesna pseudo nauka zapowiadała i to od pierwszych lat powojennych brednie o rychłym ochłodzeniu klimatu i o tym, że ludzkość czeka zagłada kiedy tylko powrócą do Europy lodowce. Wtedy zmanipulowane narody bały się zimna i dały się nabrać na katalizator a dziś, kiedy cała propagandowa pseudo nauka bredzi o globalnym ociepleniu, bezmyślne matoły pozwalają się obarczyć debilnym podatkiem od emisji dwutlenku.

ŻADEN NIE WPADŁ NA TO ABY USUNĄĆ KATALIZATOR – NA PRZYKŁAD

Dziwne, co nie?

To nie lepiej, zapytam ja, wypieprzyć ten katalizator aby klimat się „ochłodził”?

ŚRODOWISKO NATURALNE CZŁOWIEKA

Środowisko naturalne jest takim niepodważalnym ekologicznym bełkotem, z którym już nawet się nie polemizuje w demokracji. Jest to bowiem w ekologii nie mniej nie więcej tylko coś jak dogmat w religii. Dogmat ten jak zresztą wszystkie inne dogmaty, jest po prostu durny do niemożliwości, nieprawdziwy, wyssany z palca no i oczywiście przeczy temu, co każdy może zaobserwować na własne oczy. Jest on bowiem przekręcony tak, że oznacza coś akurat odwrotnego niż to się lansuje za pomocą propagandy.

Czym bowiem jest nasze środowisko naturalne?

No czym, po prostu?

Już odpowiadam. Środowisko naturalne człowieka to są domy, samochody, autostrady. Beton kuźwa, cegła albo drewno poddane porządnej obróbce.

Czy jakiś jeden pojedynczy chociaż człowiek żyje w lesie?

Czy jakiś jeden pojedynczy chociaż człowiek żyje w jeziorze?

W bagnie?

Na kuźwa czy ja wiem, na jakiejś łące, w jaskini albo w puszczy lub rezerwacie przyrody?

No gdziekolwiek, gdzie jest zimno, mokro, cieknie oraz piździ?

Nie. Nie. I jeszcze raz nie.

Dowód?

Proszę bardzo, jeśli tylko ktoś żyje w lesie, bagnie albo poza domem gdzie go 24 godziny na dobę żrą komary i inne kleszcze, to powszechnie uważa się, że jest on… nienormalny.

Normalny homo sapiens, jeśli tylko ma na to możliwości mieszka w bloku, domku lub rezydencji. Żaden jeśli tylko może nie wybierze ekologicznego szałasu, zgoda?

No więc jakie jest tak naprawdę środowisko naturalne człowieka?

Beton, cegła, elektryczność oraz klima, czy tak zwana natura? Hmmm?

Moje środowisko naturalne jest całkowicie niedostępne dla tak zwanych czynników zewnętrznych. Wręcz do przesady jest od niego odizolowane!

Mam grzejniki żeby pingwiny się nie zalęgły, mam okna żeby się nie udusić, mam wentylację żeby nie śmierdziało, mam siatki przeciwko robactwu które lata i pełza, a jak tylko coś mi pod drzwiami się prześlizgnie to zabijam za pomocą kapcia.

Czym jeszcze eko mafia straszy ludzkość nieustannie?

Oczywiście, brakiem wody.

Czytamy gazety, oglądamy TV i doskonale wiemy, że już od pewnego czasu jesteśmy straszeni jej brakiem. Co chwilę pseudo eksperci zapewniają, że nie oszczędzasz, że ją marnujesz, że ją zużywasz

Zużywasz a więc jesteś człowieku winny. A skoro jesteś winny oberwiesz podatkiem. To już jest tak nudne, że nie chce się tego powtarzać.

Inni popaprańcy uczynnie nawet obliczają precyzyjnie co do litra ile tysięcy dziennie jej zużywasz ty a ile twoja rodzina.

Miliony i miliardy litrów rocznie, no bo czyż nie? I wkrótce jej zabraknie i wkrótce… będzie droga.

I tylko odporni na propagandę i wiedzą jedną, niepodważalną rzecz:

Cała pieprzona ludzkość, i to odkąd tylko jest, „zużyła” mniej wody niż Angela Merkel.

Dlaczego?

To oczywiste. Bo każdy litr wody na planecie Ziemia był już siedemset razy wypity, wysikany, wypocony lub wydalony przez pokolenia żyjące wcześniej. Ziemia to nic innego jak samoregenerujący się układ obiegu wody.

Obieg szczelnie zamknięty. Na wskroś ekologiczny bo samo się filtrujący.

Obieg idealny.

A nam się wmawia ze woda to skarb, bo jest jej mało i niedługo ona się… skończy.

Tymczasem woda to prawdziwy śmieć kosmiczny, nic nie warty ponadto, bo jej masa w „wylęgarni komet” czyli w Obłoku Orta, kilka milionów razy przewyższa masę całego Układu Słonecznego. To jest cały gigantyczny pierścień, a kto wie czy nie sfera, na obrzeżach naszego Układu tkwiąca i zamrożona tam niemal od początku wszechświata i wystarczy że jakaś inna gwiazda lub któraś z naszych planet zewnętrznych odpowiednio się do Obłoku zbliży aby wytrącić za pomocą grawitacji kilka, kilkadziesiąt komet które potem spadną na dół czyli skończą na którejś planecie powiększając jeszcze bardziej jej zasoby wody. Bo woda się nie tylko nie kończy ale jej nieustannie wraz z kometami przybywa. Non stop.

Gadka o „zużyciu” darmowej wody, jest więc niczym innym jak pieprzeniem popaprańców przeznaczonym dla półgłupków. Pieprzeniem ludzi skrajnie podłych, chcących nas ponownie z kasy obedrzeć.

Najszybszym sposobem uporania się z ekologią byłoby zrobienie spisu ekologów. Tylko tyle! Prawda, jakie to proste?

Wystarczy wzorem Niemców stworzyć im coś a la… partię a już oni sami zrobią odpowiedni spis swoich członków, za darmo, czyli za bóg zapłać.

To tak proste że wręcz genialne, albowiem bezpośrednim następstwem istnienia oficjalnego spisu ekologów byłoby bezpośrednie zastosowanie wobec nich dokładnie tego, co ekolodzy chcą zastosować wobec wszystkich innych. Na przykład, gdyby ekolog zaniemógł na coś, należałoby wysłać po niego pogotowie ratunkowe. Najlepiej na nietrujących środowisko rowerach. Gdyby ekolog czekał na przeszczep, należałoby mu wysłać brakujący organ łodzią wiosłową zamiast dajmy na to żrącym paliwo i płoszącym gołębie śmigłowcem. Jeśli ekolog wybierze się w podróż gdziekolwiek, należałoby udzielić mu wszechstronnych wskazówek jak ominąć wszelkie gniazda lęgowe żab i pajęczaków i dopilnować z pomocą GPS aby nie zboczył nawet na milimetr z wyznaczonej trasy, pod rygorem grzywny. Na skróty niechby jeździli, wyłącznie ci nie widniejący na spisie ekologów.

Po dwóch tygodniach od sporządzenia spisu nie ma ekologii, raz na zawsze. Moja gwarancja.

Miałem tu jeszcze wtrącić swoje trzy grosze o pseudoekologicznych autach na prąd ale jako że Bald TV właśnie zrobił o tym swój filmik, nie będę się niepotrzebnie produkował tylko gorąco polecam go wszystkim:

https://www.youtube.com/watch?v=Ryl1-nU4J9s