Szopka Ze Stajenką

szopka-czy-trexy

              Idą święta. Będzie osiołek i stajenka. Szopka znaczy. I w ten radosny czas przybieżeją wszyscy wybierzmowani odbyć pod stajnią zimową paraolimpiadę. Bedzie grupowa rozgrzewka nieobrzezanych wyznawców jehowy: przyklękanie i wstawanie, a po serii przysiadów pseudo sportowcy rozegrają zespołowo: różańcowanie, pokropywanie, lamentowanie, przebłaganie oraz oczywiście kolędowanie. Dla najmłodszych pięcioboistów organizatorzy przygotowali zajęcia z telekinezy: hipnotyczne wpatrywanie w żłoba.

              Odbędą się też również pokazy sztucznych ogni, czyli zniczo i świeczko odpalanie. W telewizji oraz internetach wypowiedzą się eksperci od spraw nadprzyrodzonych, którym być może w tym roku właśnie uda się rozstrzygnąć co jest istotniejsze w kwestii powszechnego zbawienia: nowa eucharystia posoborowa, kolędy Krawczyka czy komplet opon zimowych? Profesorów od słomy i stajenek na pewno nie zabraknie w ten radosny czas i frekwencja raczej powinna dopisać.

              Natomiast o co konkretnie w tym cyrku z szopką chodzi, to najmniej chyba wiedzą sami zawodnicy. Powszechnie uznane autorytety od spraw szopek i stajenek, takie jak Szopen, Herkules lub Szopenhauer, nigdy się na ten temat nawet jednym słowem nie wypowiedzieli. Cóż więc mogą o tym wiedzieć zwykli ludzie? Co o takiej stajence może wiedzieć przeciętna chytra baba z Radomia?

              Nie wie nic, ot co. Chrześcijański plankton wręcz słynie z tego, że generalnie dużo żre, dużo trawi i dużo wydala, lecz o niczym więcej nie ma pojęcia. Niewiedza jest porażająca. Kibice i pseudokibice już się dawno kompleksowo pogubili nie znając kompletnie zasad i przepisów tych wszystkich egzotycznych sportów zimowych.

              Efekt tego chaosu?

              Powszechna dezorientacja. Jest ona zdumiewająca i osobliwa jak sanktuarium matki boskiej po trzykroć przedziwnej.

sanktuarium

              Katolicy są na tyle skołowani, że aby innym zrobić dobrze chcą Jezusa ustanowić na króla Polski. Niestety jeszcze nie wiedzą którego.

król polski

Tego Jezusa chcecie koronować na króla Polski?

Jezus_Krol_Polski

              A jak spadnie deszcz i go zmoczy? Albo wiatr porwie go na strzępy? To nie lepiej solidniejszego Jezusa poszukać? Na przykład z drewna lub tworzywa sztucznego? Którego kadencja nie skończy się wraz z nadejściem jesiennych dreszczów? Na przykład takiego:

Jezus ogrodowy

              Solidny, prawda? Trochę taki on hmm… ogrodowy, tak wiem o tym, ale za to jest to Jezus w pełni odporny na warunki atmosferyczne klimatu umiarkowanego. No i nie jest aż tak bardzo kiczowaty jak ten ze Świebodzina z laminatów na szkielecie z rurek aluminiowych.

              No tak czy siak wesoło jest z koronowaniem na króli obrazków i figurek i będzie tak dopóki nieobrzezani wyznawcy Jehowy nie połapią się, że po to właśnie żydy ulepiły im kilka afrykańskich bałwanów aby ciemniacy modlili się do nich zamiast przed złodziejami bronić.

              Katolicy nie wiedzą tego. Są zaszamotani, obrzezani umysłowo, z mentalnością lokajską i niezdolni do samodzielnego myślenia, pozostawiając ten męczący głowę problem kapłanom. Nie mają bladego pojęcia czym jest tak zwane „prawo morskie” oraz jak bardzo niewolniczy jest to system. A widoczne gołym okiem dowody tego antyprawa umykają już dziesiąty wiek ich uwadze. „Prawo” morskie zakłada między innymi, że każdy jest niewolnikiem/korporacją. Niewolnikiem który należy do właściciela. Każdy człowiek w tym „prawie” jest traktowany jak statek i taki na przykład noworodek kiedy wodami płodowymi „przypływa” na ten świat – od razu jest traktowany jako nowy statek mający właściciela i nie jest to rodzic ale system. Aż tak to jest „prawo morskie” pojebane ale proszę nie mieć do mnie pretensji o nie bo ja czegoś tak durnego wykombinowałem. Ja wykombinowałem jedynie prosty i oczywisty fakt że nawiązania do „prawa morskiego” są widoczne dla każdego katolika gołym okiem od chwili urodzenia. Czym jest bowiem chrzest jak nie polewaniem wodą? Przecież to symboliczne oddanie nowego niewolnika systemowi. Czym jest Jezus rybak? Jest symbolem „pasterza” tych ryb-niewolników „prawa morskiego”. Czym są te rybie łby noszone jeszcze od Sumeru na czerepach kapłanów? Są oczywistym symbolem antyludzkiego „prawa morskiego”. Tego katolicy oczywiście nie wiedzą.

rybi łeb

              Era Wodnika? Ryba – symbol chrześcijaństwa? Kojarzymy już te powszechne nawiązania do nieludzkiego „prawa morskiego”?

              Otwarte umysły na pewno zaczęły w tym momencie odkrywczą pracę. Lubię otwierać oczy na to co jest przed nimi ale pozostaje niewidzialne więc wiem że w co niektórych szczęki teraz opadły robiąc przepisowego karpia. To dobry znak, bo oznacza myślenie.

Katolickie umysły natomiast niestety na pewno nie rozpoczęły teraz procesu myślowego. Katolickie bezmyślnie jebną rybę młotkiem w łeb i zrobią sobie na święta karpia po żydowsku. Szopka i to na tyle nieprzeciętna, że o prawdziwej szopce nadal nie będą mieli pojęcia.

Aby więc sprawić, że ten szopkowy zamęt stanie się wreszcie dla wszystkich jasny, i zrozumiały należy problematykę stajenną, po prostu dokładnie rozebrać na czynniki pierwsze i gruntownie zbadać. Deska po desce, kołek po kołku. Drobiazgowo i systematycznie. Dopiero wówczas bardzo dokładna analiza każdego aspektu tego spróchniałego zagadnienia pozwoli uzyskać wreszcie odpowiedź na odwieczne, fundamentalne pytanie ludzkości osieroconej przez Jana Pawła Drugiego:

CO BYŁO NAJPIERW? SZOPKA, JAJKO, KURNIK CZY STAJENKA?

              I tak, skąd się wzięła w ogóle ta nieszczęsna szopka?

              Oczywiście z tekstów biblijnych. To tam przyklękły bydlęta, przybieżeli pasterze i tam się narodził Jezus…

modly16 modly15 modly13

              Jezus? Skąd u diabła się wziął w szopce Jezus?

              Skądinąd. Ot co. Jezus został niepokalanie poczęty. Nie było Jezusa i nagle jest. I stało się to tak szybko, że nie wiadomo nawet jak to się stało. A jak już się pojawił wszystkie stworzenia natychmiast upadły na kolana i cześć mu oddały.

modly12modly11 modly5

              No i co dalej?

              Potem wiemy z ewangelii, że wychowała go Maryja. Nosiła na rączkach, karmiła piersią, nigdy go nie wypuściła jak mama Madzi na ziemię ze śliskiego kocyka. I tak oto wyrósł zbawiciel w okolicach Betlejem jakieś dwa tysiące lat temu. To nic, że nikogo nie zbawił – w tym nawet samego siebie, kiedy popadł w ostre konflikty z prawem. To nic, że nie wybawił też skazańców, z którymi odbywał wyrok. To wszystko nieistotne, bo mimo tych drobnych niepowodzeń na polu zbawiania, zbawicielem właśnie określa go każdy jeden katolik. Każdy, nie tylko ci mieszkający w Betlejem – bo tamci jako pierwsi się połapali, że to lipa i prędko przeszli na jakiś muzułmanizm. Cofnęli się przy okazji nieco w duchowym rozwoju, bo zamiast czcić Jezusa – zawodnika pierwszoligowego, klękają ze swoimi bydlętami w kierunku Allaha Akbara – trzecioligowego bożka, który się urwał z księżyca jakiegoś.

musli

              No dobra, ale oprócz niewdzięcznych, trzykroć przedziwnych muzułmanów, mamy przecież jeszcze takich katolików, którzy nigdy nie widzieli Betlejem ani zbawiciela żadnego. Skąd zatem betlejemski zbawiciel na ziemiach leżących tak daleko od Afryki, że nikt na tych ziemiach nigdy o nim nawet nie słyszał? Na ziemiach Słowian?

              No cóż, wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie udziela archeologia.

              I to ona dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że Jezus, uwaga… został sklonowany. I tak oto nasi dzielni drogowcy walczący kiedyś beznadziejnie z krajobrazem, tak aby bezdroża mogły wreszcie nosić nazwę płatnej drogi krajowej a nie bezpłatnego krajowego błota, kopiąc dół pod tablicę informacyjną z nową nazwą bezdroża, wykopali kiedyś w ferworze walki na terenie gminy Witkowo w miejscowości o złowieszczej nazwie Małachowo Złych Miejsc starożytną figurkę pochodzącą ze starożytnego Egiptu. To nie jest oczywiście dowód, że bezpłatne błoto krajowe jest płatną drogą krajową ale na to, że w czasach Imperium Lechitów istniało jeszcze inne imperium – Egipskie, z którym nasze imperium prowadziło wymianę handlową ciągając tam i z powrotem po tym błocie karawany. Nasze imperium miało wówczas słowiańskich rodzimych bogów – opiekunów i nauczycieli naszej rasy. Natomiast z co ciekawszego panteonu egipskich bożków śmiało można wymienić egipską boginię Izydę, która była matką Horusa. Izyda ta, kiedy tylko przybierała ludzką postać, przeważnie była przedstawiana ze swoim dzieckiem Horusem w okolicach cyca.

izyda z rogami

              I jeśli się tak przełamać i zajrzeć do jakiejś encyklopedii aby przyjrzeć się głębiej tamtej pustynnej religii to co się okazuje? Okazuje się, że charakterystyczną cechą kultów starożytnego Egiptu był u jego schyłku motyw przewodni w postaci wiary w życie pozagrobowe – ewenement na skalę światową – bo nie jest naturalną rzeczą wierzyć w coś tak durnego. Ale to właśnie „prawo morskie” – najbardziej antyludzkie pseudoprawo na ziemi. I ten właśnie idiotyczny kult życia po śmierci prowadził ciemną egipską masę, bezpośrednio do budowy potężnych, ponurych grobowców.

Na naszych ziemiach tymczasem kultywowano dla odróżnienia radość w analogicznym okresie czasu. Celebrowano narodziny zamiast śmierci, cieszono się z życia zamiast umartwiać tym co będzie po zgonie. Palono higienicznie zmarłych zamiast ich wypychać, balsamować lub kwaterować w szczelnych opakowaniach na toksycznych dla środowiska cmentarzach. Do dziś zresztą bardzo hucznie i radośnie Słowianie obchodzą urodziny oraz każdy inny ważny aspekt w życiu człowieka: śluby, żniwa, wiosnę, zimowe przesilenie, nowy rok i tak dalej. Radość z każdego nowego życia Słowianie mają w genach i nikomu jeszcze nie udało się tej radości wykorzenić. To wiadomo.

              Nie wiadomo natomiast, że istnieją uderzające podobieństwa Maryi i Jezusa do Izydy i Horusa. Czy Horus urodził się 25 grudnia? Tak. Czy był niepokalanie poczęty? Tak. Posiadał uczniów? Tak. Zamordowany? Tak. Zmartwychwstał? Oczywiście, że tak. Słowo „tak” nie oznacza rzecz jasna, że tak było – tylko że tak napisano w obydwu, bliźniaczo do siebie podobnych kultach opartych na „prawie morskim”.

              Oczywiście wiemy dziś doskonale o tym, że piramidy nie były grobowcami i kiedy je budowano ich przeznaczenie było zupełnie inne. To były źródła darmowej energii a przy okazji skarbnica ludzkiej mądrości oraz namacalny dowód doskonałej inżynierii ich twórców. Wspaniała prezencja ich osiągnięć: wiedzy technicznej, geofizycznej, matematycznej oraz dumy. Na rzekome grobowce dopiero w późniejszym okresie je nieudolnie poprzerabiano fałszując historię i cel ich powstania. To samo zrobiono z miejscami naszej prastarej wiedzy –zniszczono je albo poprzerabiano w klasztory, opactwa, kaplice albo inne kościoły stojące na ich fundamentach. Wiemy też doskonale o tym, że Egipt upadł zaraz po tym jak kapłani przejęli w nim władzę i wymusili pseudoreligię – czyli kult oddawania czci demonom oraz różnej maści genetycznym popaprańcom w nadziei, że porąbańcy po wypchaniu ich trucheł kiedyś powrócą jako… zombie. Dodam, że nie jest to aż takie niedorzeczne jakby się mogło wydawać w świetle tego, że ludzkie cywilizacje od czasu do czasu mają przecież szansę osiągnąć technikę klonowania podczas swojego rozwoju i warunkiem koniecznym do tego celu jest właśnie posiadanie odrobiny zachowanego materiału biologicznego. Poza tym inne podobieństwa do współczesnej jahwistycznej patologii są uderzające, gdyż proszę mnie poprawić jeśli się mylę ale uważam, że jedzenie ciała bożka to przecież czysty kanibalizm. Natomiast modły o jego zmartwychwstanie to przecież mroczny kult zombie, co bo cóż innego? Jedno plus drugie daje demonologię po prostu i nic nie stoi na przeszkodzie aby rzeczy nazywać po imieniu. Pod rządami demonologów starożytny Egipt oszalał, a ściślej mówiąc jego kasta rządząca. W całym swoim obłędzie mumifikowali ci szaleńcy krokodyle, byki, robactwo, gady, ptaki albo koty aby dać radość sobie i zwiedzionej przez nich masie patafianów. Odpał totalny. Przy ich poczynaniach, obłęd żydokomunistów, którzy wypchali i zamienili w mumię truchło Lenina, wygląda wręcz na zdrowy rozsądek. A to przecież tamten właśnie demonologiczny kult z Egiptu został sklonowany w celu zarażenia nim zdrowej populacji Słowian. Oto jedna z wielu figurek Izydy i Horusa wykopana na terenie Polski – ta z Małachowa.

izyda z witkowa

              Jak widać komuś bardzo zależało na tym, aby demona Izydę upodobnić do człowieka. Widać doskonale, że aby nie przypominał bestii odpiłowano mu po prostu rogi. I stąd się właśnie wziął tak zwany kult maryjny, do którego oczywiście nie ma żadnych podstaw w biblii, której tak naprawdę nie zna niestety żaden nieszczęśliwy katolik. Poprzez kosmetyczne obcięcie rogów na gębę zmuszono łatwo(wiernych) patafianów do czczenia obcego demona usiłując podstępnie zagrać na ich dobrych serduszkach – które musiały się po prostu rozczulić na widok motywu kochającej matki z synem na ręku. Ojoj… jakie to takie ckliwe…

              Hmm, mnie osobiście widok karmiącej szczurzycy raczej nie rozczula… no ale katolików owszem, rozczulił i to mocno. Tak więc jak widać egipską Izydę z egipskim Horusem poprzez prostą amputację rogów zamieniono w nadprzyrodzony sposób z demonicznej bestii w Maryję z Jezusem – a przy okazji patafianów przemieniono w parafianów – i od razu rodzi się pytanie, kto to taki i po co on to zrobił?

              Oczywiście zrobiono to po to, aby w dalszym ciągu oddawać cześć starym afrykańskim demonom, o których nikt już nie pamięta. Aby w dalszym ciągu czerpać z tego tytułu korzyści majątkowe i pieniężne. Aby doprowadzić do upadku kolejną cywilizację oraz rzecz jasna po to, aby rzucić kolejne narody na kolana.

modly2 modly3

              Jedyną grupką korzystającą z naiwności egipskich łatwo(wiernych) czereśniaków była bowiem sekta kapłanów ze starożytnego Egiptu. To oni przemienili Izydę na Maryję. To oni wyemigrowali z Egiptu do Europy, gdy ten upadł po wprowadzeniu mrocznej demonologii. To oni zarazili Starożytny Rzym kultem demonów. To oni kosmetycznie odpiłowali rogi Izydzie/Maryi i to oni w dalszym ciągu żerują na naiwności parafiano-patafianów których awangardę stanowią zawsze analfabeci – w tym przypadku oczywiście katolicy – słynący na cały świat przede wszystkim z tego, że do biblii nigdy nie zajrzeli. Do skopiowania kultu demonicznego doszło za pontyfikatu Celestyna I, który był w latach 422 – 432 biskupem Rzymu. Były to lata żałosnego upadku rzymskiego imperium. Jego prymitywny cynizm nie znał granic. Kopiowano jak leci: Izyda była matką Horusa, jego narodziny były zapowiedziane przez anioły, sam Horus miał także uczniów, chodził po wodzie, pędził wino z niczego, uzdrawiał chorych, opierał się pokusie złego, umarł zamordowany, no i w końcu został był on zmartwychwstały bo jak zabili go to im uciekł – w czeskim stylu – dużo lepiej niż Inspektor Gadżet. Pikantnego i obrzydliwego smaczku tej nadprzyrodzonej historyjce dodaje mało śmieszny fakt, że Izyda poczęła go poprzez seksualny kontakt z martwym ciałem Ozyrysa, no ale tej akurat trzykroć przedziwnej sytuacji już nie skopiowano pozostając tylko tak generalnie przy niepokalanym poczęciu, którego na uniwersytetach katolickich nigdy już nie rozwijano. Chyba po to, aby nie urazić czyichś uczuć religijnych. Nieważne. Zamiast spraw nieważnych przez całe stulecia zajmowano się tematami istotniejszej wagi: debatowano z siedem wieków nad problematyką ilu diabłów mieści się na czubku szpilki, a przez jakieś sześć następnych dyskutowano o wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy. Chodziło o to, aby przez pewien krótki czas – tysiąc, dwa tysiące lat – nie zaniepokoić katolików jakąś nekrofilią, ponieważ od niepokoju na temat piekła i pierworodnego grzechu, oni już i tak odchodzili od zmysłów i nie było nawet potrzeby aby ich dręczyć w dodatkowy sposób. Nie było przez te tysiąclecia ani potrzeby ani istotnego powodu aby chrześcijanom opowiadać, że Jezus się narodził, bo Maryja odbyła seks ze zwłokami – a tak właśnie a nie inaczej wygląda ta po trzykroć przedziwna sytuacja w oryginale. Izyda to była bardzo niegrzeczna dziewczynka, drodzy parafianie. Bardziej niż się wam wydaje, bo Ozyrys z którym się przespała był nie tylko martwy ale jeszcze był jej bratem. Cuda niesłychane no ale nie róbmy tu jeszcze większego skandalu, bo chrześcijanie potracą do końca rozumy, kiedy zrozumieją pewne dziwne religijne rytuały. I tak, od Izydy pochodzi również zerżnięte określenie „królowa niebios”, oraz tak bardzo popularny do dziś wśród katolików motyw bogini karmiącej dziecko. Za pontyfikatu następnego papieża, Sykstusa III (432-440) wybudowano bazylikę Santa Maria Maggiore, która potwierdzała aprobatę następnego papieża dla dopiero co zatwierdzonego kultu maryjnego. I tak oto Maryja/Izyda stała się „faktem medialnym” propagowanym od tamtej pory ze wszystkich ambon ku radości katolickiej gawiedzi – wcześniej nie mającej absolutnie żadnego powodu do poniżającego przyklękania przed afrykańskimi demonami.

              Ten numer tysiąclecia wycięty przez zjudaizowanych papieży nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego i dlatego oficjalne języki ludzi zostały zmienione. Wszystkie obrzędy odprawiano w kompletnie nieznanej ludziom łacinie. Sama biblia natomiast trafiła na około tysiąc lat na papieski indeks ksiąg zakazanych. Starożytne pisma metodycznie niszczono a biblioteki wymazywano z istnienia burząc je aż do fundamentów. Całość naszej lechickiej wiedzy także to spotkało.

              W jahwistycznym gnieździe zła dosłownie nic i nigdy nie dzieje się przypadkowo ze względu na obłędną wręcz paranoję satanistów na punkcie numerologii i kabały. U zboczeńców zasiadających na ponurym tronie w Watykanie – miasteczku grobowym – kabała i krwawe rytuały to podstawa istnienia oraz ich działania. Dosłownie na kościach tysięcy pomordowanych tam ludzi oni odprawiają swoje odrażające rytuały. Pod watykańską bazyliką znajdują się szkielety tysięcy ofiar mordów rytualnych – głównie dzieci. Izyda jest prastarym demonem zła, bestią znaczy, zdeprawowaną do granic ludzkich możliwości i tylko kosmetyczna przeróbka poprzez usunięcie jej rogów sprawiła, że żaden z rozmodlonych do „Maryi” katolików nie wie o tym! Oni tak generalnie niewiele wiedzą. Heh… czy ktoś z was, baranki boże wie chociaż o tym, że w tej starożytnej demonologii kompletnie nic się nie zmieniło? Że, nawet starożytna nazwa tego prastarego demona zła, jest jednocześnie współczesną nazwą współczesnego zła – tak zwanego państwa islamskiego „Isis” – wywodzącego się przecież z dokładnie tej samej afrykańskiej Arabii, co tamten demon? Izyda to inaczej Isis, drodzy parafianie i jeśli ktoś nie wierzy bacologii niech zapyta wujka google i da wiarę własnym oczom. Założę się, że żaden katolik nigdy jeszcze nie skojarzył tego faktu posiadając jedynie dwa zwoje mózgowe, z których jeden non stop pochłonięty jest gorliwym szukaniem domu dla „emigrantów”, których do każdej parafii kazał mu przyjąć zjudaizowany papież. Nie miejcie złudzeń „wy, którzy wkraczacie do piekła tylko porzućcie wszelką nadzieję” – zapewniam że zbieżność na pewno nie jest tutaj przypadkowa, bo w działaniach afrykańskich dzikich satanistów nic i nigdy nie dzieje się z przypadku. I nieprzypadkowo oczywiście, koczownicze ludy wywodzące sie z afrykańskiej pustyni, życzące wam rzecz jasna jak najgorzej oraz działające otwarcie na waszą szkodę, wręcz bezczelnie obwieszają się na waszych oczach podobiznami tego prastarego demona o nazwie Isis, szydząc z waszej niewiedzy.

 bolek2

              Starożytne afrykańskie demony z Arabii powróciły. W pełnej krasie i pod starymi nazwami. I nic innego tylko gorliwe modły oszukanej biomasy to umożliwiły, ponieważ prastara prawda głosi, że aby zwyciężyło zło wystarczy bierność ludzi dobrych. Tylko tyle im wystarczyło. A jeśli nie tylko bierność im się zaoferuje ale jeszcze bezwartościowe modły – wówczas zło natychmiast przybywa, po czym zaraz podnosi łeb pękając z dumy, że udało się kolejnych baranów zwieść na zatracenie. Na zatracenie bo tylko o stratę duszy chodzi w każdej jahwistycznej pseudo religii. Pozbawione duszy semickie bydło pragnie pozbawić jej jak najwięcej zdrowej ludzkości – w tym oczywiście Słowian których dusze są najlepiej w procesie reinkarnacji rozwinięte. Obecnie wszystkie ogłupiałe chrześcijańskie narody bezradnie szamoczą się nie mogąc pojąć prostej prawdy – że semici to jedyna nacja na całym globie zawsze uprawiająca niewolnictwo i jedyna, której największym marzeniem jest zniewolić raz na zawsze całą ludzkość. Aby tego dokonać ta nacja gotowa jest paktować z samym diabłem. No i jak widać paktuje. To była zła wiadomość.

              Ta druga jest jeszcze gorsza. Najśmieszniejsze bowiem i zaprawdę godne szopki jest w tym wszystkim to, że modły o powrót Jezusa/Horusa/Isusa są wywoływaniem kolejnego demona – jak pamiętamy spłodzonego z martwego ciała. Ciała w którym rzecz jasna w momencie poczęcia nie było już duszy. Isis przy nim to pogodna – taka trochę dziwnie napalona babcia, drodzy parafianie. A wy wywołujecie wilka z lasu – owoc jej żywota.

              I wszystko to uszłoby jahwistycznej satanistycznej sekcie niezauważenie, gdyby nie prosty fakt – udało się po tysiącach lat zapomnienia dokopać do oryginalnych zapisków starożytnych Egipcjan a nawet je odczytać. Przetłumaczono odporne na ogień hieroglify wykute na kamieniu. Odkopano całe grupy starych świątyń i budynków spod piasków i prawda wyszła na jaw. Nasza archeologia również dostarczyła niezbitych i niezliczonych dowodów na plagiat. Już w drugim wieku do Lechii docierały przecież wyobrażenia egipskich demonów Izydy i Horusa lub fajansowe figurki przedstawiające mumie – starożytne pierwowzory Włodzimierza Ilicza Lenina. Taką figurkę egipskiej mumii sprzed naszej ery odnaleziono przecież koło Solca pod Buskiem oraz w okolicach Nowego Miasta. W jeziorze Gopło znaleziono figurkę Ozyrysa, głowę Izydy w okolicach Kartuz, brązową figurkę Izydy w Świdnicy i figurkę Ozyrysa w Kijowie. Wraz z figurkami docierały do nas też oczywiście nawiedzone brednie spisywane przez satanistów – jakoby żydzi byli niewolnikami w Egipcie a następnie z tej niewoli pouciekali, gdyż zostali przez jehowę starannie wyselekcjonowani – co skwapliwie powtarzają nie mając na to dowodu żadnego. Gdyby nie wykute na kamieniu oryginalne zapiski starożytnych Egipcjan być może nigdy biblijne brednie nie zostałyby zdemaskowane ale na szczęście prawda wypłynęła na jaw i dziś każdy może skonfrontować sobie obydwa źródła. I tak, Egipt w biblii wymieniony jest około 700 razy, natomiast w egipskich dokumentach obecności w Egipcie rzekomych Izraelitów nie odnotowano… ani razu. W tekstach biblijnych, aż się roi od faraonów tymczasem Herodot oraz sami Egipcjanie nigdy ani razu nie wspominali o faraonach jakichś tylko o… królach. Królach Egiptu. Mało tego, faraon to nie tylko nikt według Egipcjan, ale jak donoszą hieroglify, to ktoś na kształt… sołtysa – czyli plemiennego wodza drobnej wioski, a nie jak to głoszą żydowskie baśnie władcy imperium. Sam Herodot żyjący w V wieku przed naszą erą, (ojciec dziedziny nauki o nazwie historia) nigdy nie wspominał o jakimś Izraelu lub jakichś Izraelitach lub tym bardziej żydach. Wielokrotnie zaś pisał o Palestyńczykach, Syryjczykach oraz Fenicjanach. Nigdy też oczywiście nie odnotował istnienia żadnej żydowskiej świątyni – a osobiście zjechał całą północną Afrykę i był bardzo uważnym obserwatorem. Natomiast w przeciwieństwie do żydów dużo napisał na temat sfinksa i piramid co jest bardzo dziwne, gdyż żydzi rzekomo przebywający w Egipcie w charakterze niewolników ani razu nie odnotowali w swojej biblii sfinksa lub piramid.

              Dlaczego?

              Być może dlatego, ponieważ żydzi w Egipcie nigdy nie przebywali. Jak inaczej to wytłumaczyć? Prawda jest bowiem taka, że tak zwany „naród żydowski” nigdy nie istniał i oczywiście nigdy nie wybudował/dobudował/rozbudował Jerozolimy w 1000 roku przed naszą erą. Jak się zresztą poniżej przekonamy – nawet jednej szopki tam nie postawili – nie wspominając o świątyniach jakichś. Nie było zatem żadnej żydowskiej inwazji w kierunku Palestyny z Egiptu dokonanej przez byłych niewolników. Tak zwany eksodus to tylko niepotwierdzona fikcja istniejąca wyłącznie w biblii. Ponadto, odczytana kronika wydarzeń z czasów panowania króla Ramzesa II widniejąca na ścianie w Luksorze nie zawiera kompletnie niczego o niewolnikach lub tym bardziej ich ucieczkach na Półwysep Synaj. Egipskie źródła absolutnie nigdy nie słyszały o jakimś Mojżeszu lub dwunastu plagach – znanych każdemu katolikowi z plotek płynących z ambony. Absolutnie nic na ten temat nie ma w źródłach czyli hieroglifach egipskich! Palestyna zatem nigdy nie była ojczyzną jakiegoś królestwa Izraela i legend o jego wczesnych patriarchach. Starożytny Egipt zrobił żydom taki sam holokaust jak polskie obozy zagłady – wyłącznie w formie papierowej propagandy kolportowanej do znudzenia przez semitów.

              Skąd się zatem wzięło te mega kłamstwo?

              Początek judaizmu, czyli opowieści dziwnej treści o superbohaterach: Abrahamie, Izaaku, Józefie i Mojżeszu miał miejsce tak naprawdę w Arabii – w dzisiejszym Jemenie – o czym świadczy aż nadto wysyp czarnoskórych „matek boskich”, których dobrze ponad kilkaset wyskoczy każdemu, jeśli tylko wpisze w wujka google frazę: „erzulie dantor” i przełączy wynik na obrazki. Przełączcie, przełączcie wynik na obrazki, drodzy parafianie to znajdziecie stare dobre żydomurzyńskie woodoo, czyli oryginalny pierwowzór swojej „jasnogórskiej pani”, której cała potęga waszej naiwnej baraniej wiary i tak nigdy nie zdoła nadać określenia „jasnoskórej pani”. Dla leniwych link do niej u wujka Google:

https://www.google.com/search?q=erzulie+dantor&tbm=isch&ved=2ahUKEwjNnu3nkqTmAhWWuyoKHQi9BDIQ2-cCegQIABAA&oq=erzulie+dantor&gs_l=img.1.0.0j0i30l9.25192.32667..35810…0.0..0.296.3280.0j8j8……0….1..gws-wiz-img.t9tbTukv0S8&ei=u-zrXY3VC5b3qgGI-pKQAw&bih=553&biw=1097&hl=pl

Jak widać nie jest to jakaś tam madonna z dzieciątkiem ale afrykańska krwawa kapłanka woodoo bardzo często szlachtująca dzieci wielkim nożem.

              Jasnogórkska „matka boska” to oczywisty symbol tego czym jest ta prastara demoniczna wiara – zamienia młodszych adeptów po prostu w zombie – pozbawione własnego rozumu stado umysłowo obrzezanych baranów. Niewolników oddających boską cześć swoim oprawcom.

I dlatego też, tak zwana „archeologia biblijna” na terenie Palestyny jest ze względu na całkowicie błędne założenia oraz porażająco nieudolnie sfałszowanie ludzkiej historii, czyli spreparowanie biblii – skazana z góry na porażkę. Tymczasem egipskie, ognioodporne źródła pisane sięgają aż do roku 1870 przed naszą erą. Nie ma w nich ani śladu dzielnych Izraelitów! Nie ma też żadnych wzmianek o niewolnictwie w Egipcie. Niewolnictwo było natomiast powszechną tradycją u semickich koczowników, dla których dwa filary ich egzystencji to lichwa i właśnie handel niewolnikami. Niewolnictwo dotarło do Egiptu dopiero z Arabami w VII wieku przed naszą erą na skutek inwazji Persów. To w Arabii (Jemen) a nie w Palestynie odkryto ponad 100 nazw miejsc i miejscowości, które wiernie odpowiadają wymienionym w starym testamencie, co jest dowodem na to, że to stamtąd wywodzi się i biblia no i oczywiście sami żydzi. I właśnie tam żydzi byli niewolnikami innych semitów, po czym po oszukaniu tamtejszego „faraona”, (czytaj sołtysa) zbiegli z niewoli dorabiając sobie to tej ucieczki nadętą martyrologię, której obłęd poraża każdego, kto wie o podłościach i okrucieństwie ze strony tego „narodu”. To przecież żydzi nigdy nie stworzyli kompletnie niczego, a starożytni Egipcjanie owszem – wspaniałą cywilizację, wspaniałą kulturę, wspaniałe budowle, wspaniały dorobek ludzkości, którego jeszcze nawet ćwierci nie wykopano. Nadal na odkrycie czeka przecież słynny Labirynt – największy cud starożytnego Egiptu, którego wielkość i rozmach przerasta wszystkie razem wzięte piramidy.

W książce pt. Biblia Wywodzi Się Z Arabii, autor Ezzat, dowodzi ponad wszelką wątpliwość że: „Ziemia którą Jozue podbił była małym terytorium w Północnym Jemenie. Egipt z Biblii to nie Egipt z Doliny Nilu, ale marne miasteczko na południowo zachodniej pustyni starożytnej Arabii zwane Mizraim albo Misr po hebrajsku i arabsku. Eksodus miał miejsce w dużo skromniejszy sposób i na dużo mniejszą skalę w marnej małej wiosce w starożytnej Arabii Saudyjskiej. Skoro Egipt nie znał faraonów, to nie potrzeba mówić, że Egipt nigdy nie znał Mojżesza. A skoro Mojżesz nigdy nie postawił stopy w Egipcie, to mapa drogowa eksodusu do Ziemi Obiecanej musi zostać przerysowana.”

              Koniec kropka. I to wyjaśnia niezliczone kłamstwa na temat starożytnego Egiptu ze strony koczowników. A te kłamstwa rozpoczęły się już dawno temu – jeszcze w czasie spisywania starego testamentu. To są zresztą identyczne kłamstwa do współczesnych na temat Syrii, Rosji lub Białorusi ze strony współczesnych koczowników. Kłamali jakoby Egipt był krainą tyranii i niewolnictwa w czasie, kiedy Egipt był krajem opartym na powszechnej sprawiedliwości i jawnej prawdzie, czyli zanim pogrążono go w demonologii. Egipcjanie nie uznawali niewolnictwa i posiadali (podobnie jak Słowianie) standardy moralności o niebo wyższe niż żydowski dekalog spisany tysiące lat później. Żydzi jedynie splagiatowali i wypaczyli co się tylko dało a potem wyruszyli w świat z dobrą, nowiną, która jest kpiną bo totalnie przekłamana.

              I tak dochodzimy powoli do tej stajni o nazwie szopka bożonarodzeniowa. Każdy kto ma dwie klepki doskonale zdaje sobie sprawę, że liturgia jahwistyczna podejrzanie wiernie przypomina konstrukcję dawnego Kalendarza Słowiańskiego. To czysty plagiat słowiańskich obrzędów i wierzeń przyadoptowany, aby go zjudaizować, czyli nadać mu kompletnie inne znaczenie. Słowianie zawsze zdawali sobie sprawę z ważnych wydarzeń na podstawie których opracowali kalendarz. Cały rok pojmowany był jako cykl życia, (a nie śmierci) Boga Swaroga – Boga Słońca, od jego narodzin aż do śmierci i… zmartwychwstania – tak zwany Nowy Rok. I dlatego właśnie wraz z przesileniem zimowym, gdy dzień był najkrótszy w roku, rozpoczynał się Nowy Rok – następowały narodziny Młodego Boga – Bożica, który od tej chwili rozpoczynał swoją walkę z ciemnością. Zimowe święta u Słowian nazywały się Gody, Szczodre Gody lub Szczodry Wieczór. To co dziś jest religią – kiedyś było wiedzą naukową. Drapieżni jahwiści nie mogąc wyplenić ze Słowiańszczyzny rodzimych tradycji namolnie przywłaszczali je i przekłamywali demonicznym zabobonem. I tak oto w okresie zimowego przesilenia wciśnięto naiwnym rzekomą datę narodzin rzekomego syna bożego Jezusa, którego nikt z żywych nigdy nie słyszał na uszy i którego nikt nigdy nie widział na oczy. Użyto gotowca czyli splagiatowano Horusa i jego matkę Izydę, którym po drobnym liftingu nadano imiona i cechy semitów. Skoro dziś z powodu braku pomysłów do znudzenia wręcz kręcą w Hollybrudzie nowe wersje oklepanych filmów – nie ma absolutnie żadnych przesłanek do tego aby sądzić, że dawniej robili inaczej. Plagiatowali zawsze, plagiatują i dopóki będą mogli, dalej będą plagiatować wszystko.

              I ten cały wielowiekowy natłok jahwistycznych bredni rodem z Afryki runąłby jak domek z kart gdyby tylko… gdyby tylko… ci nieszczęśni, mieszkający w Europie katolicy… przeczytali na spokojnie tę swoją, afrykańską biblię. To jest tak proste że aż… niemożliwe. Jak bowiem sprawić niewykonalne – aby nawiedzeni analfabeci zaprzestali kaleczenia o podłogę swoich twarzy i przystąpili w końcu do lektury na jakimś wygodnym, przyjaznym dla zmęczonych nóg klęczniku? No jak?

              Chyba wiem jak tego dokonać 🙂

              Otóż, przeczytam im to ja, a potem im o tym w sposób niezwykle radosny opowiem. Słuchać bowiem oni uwielbiają i to nawet podrzędnych klechów, tak więc majestat mojej ekscelencji powinien chociaż na chwilę przykuć ich napiętą jak baranie jaja uwagę, zanim dzwonki, opłatki lub wrzaski „otwierać kolęda” na powrót ich rozproszą. Oto więc:

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

by baca

spisana wiernie podług

przypowieści biblijnych oraz świętych obrazków

              Zaprawdę powiadam wam dawno, dawno temu gruchnęła po afrykańskim buszu radosna nowina. Maryja dziewica porodziła w stepie syna. Nie wiadomo jak i kiedy sytuacja ta jej zaciążyła, bo wokoło była tylko dzicz, podkochujący się w kozach koczownicy oraz pustynia. Skandal, cuda, niesłychane dziwa. Tradycyjnie o ojcostwie najmniej wiedział, jego tate. Cieśla Józef nie kojarzył aby coś zmajstrował w kształcie syna, bo Maryja odkąd ją namierzył go nie dopuściła. Nie była ani trochę podobna do kozy więc nielicho się zagłowił nasz biedny chłopina. Minął dzień. Potem dwa dni przeminęły. Kiedy bystry inaczej Józef z niezręczną sytuacją już do końca się pogodził, niezbyt chętnie ale jednak wziął siekierę po to, aby schować z widoku magiczne niepokalane narodzenie. Aby nie zaznać wstydu na wsi i nie narobić siary natargał desek i kołków, splunął wziął był w swe umęczone biciem konia dłonie i pośpiesznie sklepał szopkę, aby zamknąć temat i uniknąć trzykroć przedziwnych pytań na tematy nadprzyrodzone. Szopkę o nazwie stajenka tam sobie cieśla Józef wyklepał ale ta nazwa w ogóle się nie przyjęła, jako że ta stajenka nie miała drzwi i nie uchroniła sekretu tajemniczego poczęcia. Nie miała też jednej ściany. Właściwie to ta szopka początkowo nie miała żadnej ściany, gdyż Józef jako cieśla był obustronnie leworęczny. I tak patrząc obiektywnie to nie było z tego właśnie powodu w szopce jeszcze nawet dachu. To był więc tylko raczej taki wybieg umieszczony bezpośrednio pod gwiazdami. Kolejnym wybiegiem była sprytna podmiana nazwy szopka na stajenkę ale to potem. Najpierw był chronologicznie wybieg – osobiście wykombinowany przez lewostronnego Józefa.

              Dzień się skończył i zapadła noc. Blask bijący od owoców grzechu stał się jeszcze bardziej widoczny niż czapka która gore na złodzieju. Józef roztropnie zatrybił wówczas, że ściany których nie ma niczego nie zasłonią przed wzrokiem ciekawskich tułaczy. Pośpiesznie zaczął znosić więc na miejsce zdarzenia siano aby chociaż w ten sposób zakryć wstydliwe dowody. Prawie był zdążył ale oburzone jego poczynaniami niebiosa po ojcowsku wysłały kometę, która jak raca rozświetliła pustynię i obnażyła spoconego Józefa szamoczącego się w stertach siana jak żyd po pustym sklepie. Spracowanego Józefa zaczęła ogarniać panika. Ze wszystkich stron zaczęli przybywać wścibscy przedstawiciele koczowniczej gawiedzi. Zrobił się gwar, ścisk, komuś zrobiło się duszno, kogoś stratowano podczas ataku epilepsji. Józef w ostatniej chwili snopkiem siana zasłonił dowody, obnażył dziąsła niczym wielbłąd przystawiony do wiadra wody i uspokoił zgromadzonych poufną informacją, że buduje szopkę jak się patrzy, mając obie lewe ręce pełne roboty. Wyrwani ze snu koczownicy zauważyli, że póki co to obustronny cieśla na razie nie zrobił jeszcze nawet przenośnej toalety, więc za potrzebą, jeden po drugim powoli zaczęli się rozchodzić. Kiedy Józef został sam odetchnął z ulgą, otarł lewą ręką strudzone czoło a potem drugą lewą ręką pogratulował tamtej ręce sukcesu.

              Tymczasem na odległym końcu Afryki, na spowitej w nocnym mroku pustyni, widząc jakiś dziwny blask na horyzoncie, uniósł głowę pasący się osiołek. Tak go to zjawisko zaciekawiło, że raz dwa przybłąkał się do wybiegu. Potem z drugiej strony nadszedł kolejny dziki osiołek podążający śladem komety. Widząc to sprytny Józef wykorzystał moment ich nieuwagi, wziął dwa trzonki od siekiery i ogłuszył obydwa osiołki tak mocno, że aż jednocześnie przyklęknęły.

              Ocknęły się dopiero w stajence, na wybiegu znaczy.

szopka

              Była wigilia więc niemiło zaskoczone osiołki raz dwa Józefa ludzkim głosem w jidish zapytały:

              – Ty koleś, co tu jest grane?

              – Dlaczego nas ogłuszyłeś i uwiązałeś?

              – To po to… – odparł Józef po aramejsku pogodnie opróżniając z kurzu nozdrze. – abyście nie dali nogi.

              – Jak to? – zapytał osiołek przechodząc bez śladu akcentu płynnie na aramejski.

              – No właśnie, jak to? – dodał drugi osiołek, zaciągając jednak nieco po beduińsku. – Przecież my musimy jeść, koleś. Musimy się paść, no wiesz… na pustyni…

              – Spokój tam. – uciszył ich Józef gratulując sobie uściskiem kolejnego sukcesu. – Głodni nie będziecie, bo dam wam żarcie za darmochę. To raz, a po drugie, jak tylko troszeczkę tu popracujecie to nażrecie się jak jeszcze nigdy na pustyni.

              – Nażremy? – zapytał podejrzliwie osiołek.

              – Oczywiście, że się nażrecie. – zapewnił ich Józef wskazując uprzejmie głową drugą stronę wybiegu.

              Osiołki podeszły do ogrodzenia i badawczo się przyjrzały. Kiedy zmrużyły oczy przed nieziemskim blaskiem w końcu dostrzegły żłób a w żłobie małego koczownika. To od niego intensywnie rozchodziły się na wszystkie strony jakieś promienie. Osiołki wówczas jeszcze bardziej zmrużyły oczy i dopiero wtedy dostrzegły kupkę świeżego siana tuż pod promieniotwórczym koczownikiem. Dostrzegły również świeżą kupkę na tym sianie.

              – Jak ten mały będzie tam bez przerwy srał, to my się chyba nigdy nie nażremy? – zauważył roztropnie drugi osiołek.

              Józef nie lubił podchwytliwych retorycznych pytań. Zabił więc skomplikowanego osiołka siekierą, a drugiemu na spokojnie wytłumaczył:

              – Wiesz, dlaczego jeden osiołek wykona więcej pracy w dwa dni, niż dwa osiołki w jeden dzień?

              – Nie wiem.

              – Bo nie będzie gadał… ha, ha…

              Osiołkowi nie było do śmiechu, gdyż w ogóle był nieobeznany z dowcipami. Może gdyby był koniem to by się roześmiał. Ale jako że był tylko osłem, w powadze i skupieniu pogodził się ze swoją śmieszną sytuacją i tylko czasami jeszcze rzucał tęskne spojrzenia w stronę pełnego żłoba.

szopka2

              Na drugi dzień Józef zaproponował pogodnie osiołkowi:

              – No to weźmy się i zrób…

              I osiołek przystąpił do pracy. Kręcił kieratem aż miło było Józefowi patrzeć i z czasem dobrobyt zawitał do stajenki. Szopki znaczy. Osiołek harował jak wół i wkrótce pysznego sianka było już tyle, że się na zewnątrz wylewało całymi snopkami. Osiołek pracował za dwóch… osiołków i wkrótce były już tej pracy widoczne efekty. Pojawiła się ściana i dach, a dzięki temu sianko nie namakało, kiedy dobry pan bozio zesłał monsunowy deszczyk lub jakiś huraganik. Namakał tylko osiołek, bo jakoś tak nieszczęśliwie się złożyło, że wraz z pojawieniem się nowych koczowników zabrakło dla niego miejsca przy żłobie. Ci koczownicy pojawili się tam w jakiś nadprzyrodzony sposób, w czasie kiedy osiołek zajęty był pracą na wybiegu i chyba to sprawiło właśnie, że jakoś przeoczył ten ważny w jego życiu moment.

szopka3

              W okolicach Wielkanocy zamieszanie i rosnący tłok w okolicy żłoba zaniepokoił osiołka trochę, bo w międzyczasie dopadł go był głód. Wcześniej też co prawda bywał głodny i z tego powodu czasami nawet zaniepokojony, ale kiedy dowiedział się od Józefa że jest post, natychmiast przestał się tym wszystkim niepokoić. Osiołek harował pracowicie całą wiosnę i całe lato. Pod koniec lata chciał się o coś zapytać Józefa ale ten był akurat na urlopie. Dopiero jesienią sytuacja dojrzała do rozmowy ale przedświąteczne zamieszanie plus dziwna suchość pod językiem zupełnie nie pozwoliło osiołkowi skomunikować się z Józefem. Ekskomunikował się więc na wybieg i na dobre zamknął w sobie. I dopiero po długich zimowych miesiącach zbierania się na odwagę oraz walki z samym sobą, doczekał do kolejnej wigilii i zapytał wreszcie w tej intencji Józefa po aramejsku ludzkim głosem:

              – Józek?

              – Co tam? – odparł Józef przechodząc płynnie na jidish.

              – Słuchaj sprawę mam…

              – No co jest?

              – Jak to, co? Jest głód. Haruję już od roku, miało być jedzone, no wiesz…?

              Józef wiedział, bo miał bardzo dobrą pamięć. Pamiętał doskonale co to znaczy klęska głodu, jeśli się ma dwie lewe ręce do roboty. Raz, dwa zabił osiołka, aby wszyscy głodni nareszcie mogli się pożywić. Zrobił z niego salami i już na własną rękę dobudował kolejne elementy stajenki starając się przede wszystkim aby nie zaburzyć lecz podtrzymać – nie szopkę oczywiście – tylko rozpoczęty styl architektoniczny. I kiedy rozbudowę zakończył był bardzo dumny z siebie, ponieważ wyszło dokładnie to tak jak zamierzał… oślawo. Gratulacjom nie było końca, to znaczy były ale dopiero na trzeci dzień kiedy ręce go już nie bolały.

szopka4

              I tak oto drodzy parafianie szopka ze stajenką przeszła do legendy. Maryja straciła pokarm wkrótce po tych dramatycznych wydarzeniach, a Józef poszedł do szkoły rolniczej aby jakoś sie uporać z majestatycznymi górami obornika jakie za stajenką pozostawił osiołek. Na całe szczęście Jezus, kiedy wyrósł to przerósł Jozefa i przemienił resztę osiołka w kebab. To pozwoliło jeszcze więcej głodnych pożywić i uszyć buty z oślej skóry dla jeszcze większej liczby potrzebujących. Zęby i kopyta Jezus przemienił w biżuterię i podarki dla ubogich. Ta nieszczęśliwa sytuacja z osiołkiem, który oddał własne życie, aby zbawić zgromadzone tuż pod żłobem plemię, wcale nie przeszkadza ludom obustronnie leworęcznym budować dziś kolejnych szopek – nowoczesnych i zupełnie bezosiołkowych.

szopka5

              Zamiast anachronicznych, brudnych, pustynnych i upartych jak osioł bydlątek, obecnie są zupełnie inni superbohaterowie koczowniczych baśni. Jest Batman, jest T-Rex, jest cała Drużyna Pierścienia, jest lord Vader z małżonkiem, a nawet cygańska kapela.

              Uklęknijmy więc poczciwi katolicy, wymieńmy znak pokoju i odśpiewajmy wspólnie kolędę w ten radosny czas:

Cicha noc, ciemna noc,

Cygan z domu kradnie koc.

A na czatach,

drugi Cygan.

Trzeci Cygan,

kradnie dywan…

WIADOMOŚCI DUSZPASTERSKIE

              No i to byłoby na tyle nowoczesnej ewangelii, drodzy parafianie, jako że trzeba iść przez życie nie tylko z duchem świętym ale również duchem czasu. Kubeł zimnej wody wam się należał, bo wina leży całkowicie po waszej stronie jako, że oddajecie cześć niesprawdzonym opowieściom, których nigdy z lenistwa nie przeczytaliście nawet. Cała przyjemność natomiast jest po mojej stronie, bo czy coś zmyśliłem ze stajenką? Czy nie stoi tam w tych ewangeliach jak wół… jak osioł znaczy, czarno na białym, otwartym tekstem, że żłób jest tylko dla koczownika? Że on do waszego pożywienia pierdzi, składa łupież, swoje pasożyty i załatwia potrzeby fizjologiczne? Że on nie tylko jest toksyczny ale promieniotwórczy nawet? Że do żłobu, który napełniliście własną pracą, ze wszystkich stron świata zlecieli się jak muchy do gówna tak zwani „mędrcy” semickiej Afryki? Że tego żłoba wystarczy dla wszystkich z wyjątkiem… głupich osłów? Że cała reszta to tylko bydło mające na klęczkach koczownikom bić pokłony i śpiewać pochwalne hymny? Czy coś przekręciłem? Przeinaczyłem? Wyjąłem z kontekstu? Hę?

              Czy może to raczej wy, baranki boże, nie potraficie przyjąć ze zrozumieniem tego, co już od wieków koczownicy wbijają wam prosto do waszych lokajskich makówek? Oni przecież o tym właśnie wam trąbią w kółko, i w kółko, i w kółko bez końca normalnie. Że wy to urodzeni grzesznicy których powinnością jest pokuta, a oni nadludzie czyli naród wybrany. Robią to przecież bez owijania w bawełnę – dosłownie po prostu. Koniecznie poczytajcie samodzielnie co nieco z biblijnych opowieści – świat naprawdę potrzebuje ludzi czytających ze zrozumieniem – inaczej czeka was biblijne piekło a w nim piekielne męki, jakie wam zaplanowali tu na tej ziemi. To też koczownicy mówią wam otwartym tekstem i to też stoi czarno na białym w biblijnych przypowieściach. Przeczytajcie sobie w końcu, sieroty po Jezusie coś jego nauk z których najważniejsza jest ta… abyście żyli w biedzie. Czytajcie bez błędów nadinterpretacyjnych lub tych wynikających z błędów cwaniaczkowatych tłumaczy. Bez dorabiania jakichś nadętych wydumanych filozofii wtłaczanych wam do łba przez żyjących waszym kosztem oprawców – obustronnie leworęcznych klechów. Przeczytajcie tak jak pisze po prostu. Szczególnie biblię, bo w końcu to jest książeczka dla prostych ludzi a nie dajmy na to filozofów. Prostakowi nie potrzeba jakiejś pokrętnej objawionej prawdy ukrytej między wierszami – prostakowi wystarczy pokazać bata – i ten bat tam widać doskonale. Jeśli tylko ktoś ma zdrowy rozum i zdrowe oczy to go dojrzy. Dostrzeżecie kiedy trochę poczytacie, że koczownicy każą wam się modlić o chleb powszedni a tymczasem czym jest chleb? No czym, jak nie słowiańskim… z-bożem? Z-boże, czyli „z boga”, czyli dar słowiańskiego boga. Dar, który mieliście na długo przed koczownikami z afrykańskiej pustyni. Dar, który sami sobie ciężko wypracowaliście i o który nie musicie oczywiście modlić się dziękczynnie do jakiejś koczowniczej cioci jehowy. Słynne koczownicze wigilijne sianko – to przecież kolejna forma parodii – stary dobry słowiański snopek z-boża stojący przy stole. Kłosy zabrali koczownicy – pozostawiając wam resztki – siano. Opłatek natomiast to tylko parodia łamania się kołaczem – zamiast pysznego świątecznego ciasta dostajecie przypominający suchar ochłapek. Tak zwany „święty Mikołaj” to żaden biskup Mikołaj ale stary dobry słowiański krasnoludek w czerwonym kubraczku – mały i życzliwy pomocnik przyjaznego domu a nie jakiś gruby pasożyt reklamujący toksyczny napój gazowany dosładzany przy pomocy ludzkich embrionów! Kolęda to tak naprawdę prastary zwyczaj obdarowywania się spokrewnionych Słowian podarkami a nie obdarowywania podarkami obcych i namolnych domokrążców – przybłędów – darmozjadów. Kolędy to przecież radosne szczodruszki, (od Szczodrych Godów) a nie nawiedzone ponurackie i żebracze psalmy mające wam zepsuć dobry humor i wpędzić w doła kłamstwami o jakichś archaniołach, które jak mafia albo „królowa niebios” Isis żywcem was podpalą, jeśli haraczu i pokłonów im nie oddacie. Starożytne opowieści dziwnej treści o ogniach piekielnych i te współczesne o palonych żywcem ofiarach Isis – to żaden przypadek – to realne efekty waszej wiary i waszych modłów – spełniające się na waszych oczach ponadto.

              Dlaczego?

              Od dziesiątków tysięcy lat najefektywniejszą metodą Słowian na dobre życie było obrazowanie. Jest to naprawdę prastara starożytna wiedza przez duże W – tak samo perfekcyjna i bezbłędna jak aryjska matematyka. Wiedzę o obrazowaniu Słowianom ukradziono, utajniono i wykorzystano przeciwko wam, drodzy parafianie. Obrazowanie jest tworzeniem realnego świata bezpośrednio z wyobraźni i jeśli tylko się nad tym przez chwilę zastanowicie to sami zobaczycie, że każdy jeden przedmiot z realnego świata, który możecie zobaczyć lub dotknąć, ukazał się kiedyś najpierw w czyjejś wyobraźni. Każdy jeden przedmiot lub produkt z realnego świata miał taki właśnie początek – został zobrazowany zanim się stał realny. Jeśli zaś do obrazowania biorą się ludzie zbiorowo łącząc swoje pragnienia na tym samym dokładnie pragnieniu i celu… efekty są spotęgowane. I te właśnie obrazowanie jest wykorzystywane podczas satanistycznych okultystycznych imprez masowych, sportowych lub religijnych właśnie. A kościoły to wzmacniacze tej energii zaprojektowane do jej przekierowywania na ciemną stronę. Energia obrazowania ożywia obce demony. Afrykańscy koczownicy implantują fałszywe religie, fałszywe bożki i używają obrazowania bezpośrednio przeciwko wam samym. Czasami jakiś demon to tu to tam osobiście analfabetom się pokaże dla spotęgowania energii, co doskonale wiadomo z tych tak zwanych „maryjnych objawień”. Dlatego jest to tak skuteczne i perfidne narzędzie i uwierzcie mi oprawcy doskonale wiedzą jak obrazowania używać przeciwko ciemnej, okłamanej i zwiedzonej masie – która nieświadomie obrazuje… wszystkie najgorsze dla siebie samej nieszczęścia. Obrazuje też wrogie demony. Demony, które w najlepszym wypadku pociągną je prosto do piekła, bo w najlepszym ukradną szlachetną duszę czyli istotę człowieczeństwa – zamieniając ofiary w bydło. Poczytajcie biblię parafianie to wyczytacie że raj lub zbawienie jest zagwarantowane wyłącznie dla koczowników. Stoi tam jak wół w apokalipsie świętego Jana że wy się na te party nie załapiecie. Nie wbijecie na tę koczowniczą imprezę. Wy jesteście białymi murzynami od czarnej roboty – macie zobrazować demony i iść na zatracenie – walcząc z demonami innych zwiedzionych – tych od Allacha Akbara.

              Jeśli komuś się wydaje, że sobie to i owo pozmyślałem oto fragment „rozmowy” na tematy stajnne z księdzem „profesorem” Krzysztofem Bardskim – „wykładowcą” czegoś o nazwie UKSW jaki znalazłem pod adresem:

http://adonai.pl/boze-narodzenie/?id=111

              Pytanie: Przy żłóbku w stajence Jezusa często znajdują się też wól i osiołek. Tymczasem w żadnym opisie ewangelicznym nie ma tych zwierząt. Skąd się zatem wzięły?

              Odpowiedź: W Ewangeliach czytamy, że Jezus położony był w żłobie, stąd tradycja dodaje, że miejscem narodzenia była stajenka, a więc musiało to być pomieszczenie, w którym przebywają zwierzęta. Przedstawienia mozaikowe i freski starożytne z pierwszych stuleci po Chrystusie zawierają obrazy zwierząt domowych, które przyszły oddać hołd Jezusowi. Tym, który na dobre wprowadził różnego rodzaju zwierzęta do przedstawień szopki betlejemskiej, był święty Franciszek. Skąd konkretne zwierzęta w przedstawieniach? W księdze proroka Izajasza znajdujemy fragment, który Ojcowie Kościoła odnosili do wydarzeń betlejemskich: „Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie”. Prorok użył tego porównania, by podkreślić, że te najbardziej nierozumne zwierzęta potrafią rozpoznać Boga, podczas gdy człowiek niestety nie.

              Tak więc skoro ksiądz „profesor” dobrodziej aż tak dokładnie i precyzyjnie się wysłowił, padnijcie na twarz parafianie i nie szukajcie źdźbła w oku bliźniego swego bacy, mając pod własnymi powiekami pełno belek ze stajenki.

              A na koniec część rozrywkowa, czyli przyjemny test czyli: co to jest na tytułowej ilustracji? No co tam widzą wasze rozmodlone oczy?

  1. a) lipną przypowieść wigilijną o szopce, w której bydlęta modlą się i klękają?
  2. b) wałczących brutalnie o dostęp do żłoba reptilianów?

              Tylko prawidłowo i jasno myślący udzielą prawidłowej, jasnej odpowiedzi. Jak tylko otrzecie z religijnej mgły wasze oczy to zobaczycie żrące się o koryto jakieś duże mięsożerne dinozaury. Gady.

              Ta przypowieść wigilijna kończy się tak, że dobry pan bozio dał wam wolną wolę. Podobno. Tak samo zrobiła pustynna ciocia jehowa z koczowniczej baśni. Też podobno. Możecie więc albo zaharować się i żywić coraz więcej drapieżników gromadzących się przy waszym żłobie albo też możecie dać im wszystkim wreszcie kopa w dupę. Albo cztery kopy i wywołać skowyt planktonu oderwanego od koryta – oraz spowodować sobie… wolność, której macie gigantyczne deficyty.

              Tylko porażeni mózgowo mają wybór marny, bo koczownicy dali im podstępnie tylko miłosierdzie oraz wybaczanie jakieś. No ale pamiętając smętny los osiołka, który posiadał cztery kopyta ale nie zebrał się nigdy na odwagę życzę udanego wyboru tej waszej wolnej woli. Nie ma zmiłuj, bo skoro zdradziliście wiarę własnych praprzodków i zaprzedaliście własne słowiańskie dusze obcym demonom, no to co byście nie wybrali i tak kaplica, dupa, amen.

              Dopóki posiadacie zaczadzone demonicznym jahwizmem umysły wybór macie „szeroki” i należy on wyłącznie do „was”: możecie sobie śmiało wybrać sobie… pomiędzy requiem lub epitafium.

              He, he… hymn żałobny albo inskrypcja nagrobna lub też… plan C – powrót do wiary praprzodków – jedynej przyrodzonej słowiańskiej wiary, która daje nieśmiertelną radość z życia i oferuje całkowity brak pokuty za ohydne grzechy afrykańskich „matek boskich” oraz jej pomiotu – złych do granic możliwości afrykańskich koczowników, o których jeszcze jednego dobrego słowa nigdy nie wypowiedziano ze strony innych plemion. Tylko prastara wiara przyrodzona pozbawiona jest tej nędznej kasty pasożytów – to taki bonus w pakiecie. Pamiętajcie o jednym, najważniejszym: ci którzy przybywają z dalekich stron z życiem wiecznym i dobrym słowem – zawsze kradną życie doczesne i cały majątek – pozostawiając ofiarom jedynie dobre słowo. I właśnie przybyli ukraść nam Polską miedź, węgiel i inne surowce. A marsze niepodległości kierują nie po niepodległość ale do kościołów…

Powstańcie z kolan wreszcie… idą Szczodre Gody. Sława.

źródła:

http://wikimapia.org/7861555/pl/Sanktuarium-Matki-Bo%C5%BCej-Trzykro%C4%87-Przedziwnej

strona osoby publicznej – Jezusa Chrystusa na pejs-zbuku

https://www.facebook.com/We.Believe.Jesus