Koronowirus – Dobre Wiadomości

wirus

W związku z pandemią histerycznej propagandy rozpętaną na niespotykaną wcześniej skalę, mam do przekazania sporo dobrych wiadomości. Oto one – najpierw w telegraficznym skrócie, a potem ich omówienie.

Dobre wiadomości

Pierwsza – żadnej pandemii koronowirusa nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Ta „pandemia” to tylko operacja fałszywej flagi. Ta lipna pandemia to tylko kolejna niedopracowana hucpa, która istnieje wyłącznie w ścierwomediach. To taki sam teatrzyk dla gojów jak zamach na Amerykę pasterza Bin Ladena lub Zamach Na Adamowicza. Pandemia koronowirusa to medialna ściema.

Druga dobra wiadomość – koronowirus co prawda istnieje ale jest niemal kompletnie niegroźny. Śmiertelność jaką powoduje nie wynosi nawet jednego procenta, a przecież w przypadku pandemii śmiertelność powinna wynosić minimum dwanaście procent, nieprawdaż? Ponadto już jest lekarstwo na tego koronowirusa – i to jest ta dobra wiadomość.

Trzecią dobrą wiadomością – jest jeszcze jedno lekarstwo na koronowirusa. I jeszcze jedno lekarstwo. I jeszcze jedno…

Omówienie

Lipna pandemia ma na celu wprowadzenie NWO. Zastraszyć, zakrzyczeć i „uratować” tych którzy się przestraszyli. Najlepiej szczepieniami, bo to one przecież wywołują epidemie chorób przed którymi rzekomo mają leczyć. Drugim celem jest ukaranie Chin za to, że odmówiły dalszego skupowania bezwartościowych amerykańskich obligacji. USA są bankrutem od lat żerującym na innych krajach, które kosztem własnych obywateli skupując śmieciowe papiery dłużne umożliwiały Afroamerykanom życie na wysokim poziomie. Największym nabywcą Afroamerykańskich długów były Chiny, którym właśnie się znudziło bycie sponsorem Stanów Zjednoczonych Afroameryki.

Koronowirus to zemsta anglosaskiej sitwy z Afroameryki. Miał zniszczyć chińską gospodarkę i sojuszników Chin. Takich na przykład jak Włochy, które wyłamały się i postanowiły robić z Chinami jedwabne interesy zamiast toczyć handlowe wojny w imieniu Afroameryki.

Dlaczego więc Chiny brały udział w tej szopce o nazwie Pandemia Koronowirusa?

Ależ to proste. Otóż koronowirus nie zabił co prawda nawet ułamka procenta ludzi, których zabijała rokrocznie sezonowa grypa ale….

… ale ofiar są w Chinach grube uwaga, miliony. Jak już wiemy z poprzedniego tekstu o koronowirusie chiński generał ujawnił ludobójstwo na milionową skalę, jakie odbywało się w Państwie Środka. Oprócz niego pojawiło się wiele innych źródeł, które także potwierdziły niesłychaną wręcz ludobójczą skalę tego masowego mordu jaki tam w lutym zaistniał.

Skąd zatem paradoks, że niegroźny koronowirus spowodował miliony ofiar?

Paradoksów nie ma. Koronowirus to tylko przykrywka do wytłumaczenia prawdziwego ludobójstwa a te rzeczywiście miało w Chinach miejsce. Mówi się o co najmniej trzech milionach ofiar w samym tylko Wuhan. Na terenie całych Chin liczba ta musi iść w dziesiątki milionów co najmniej. Według chińskiego generała spowodował to zupełnie inny wirus a według innych źródeł, odpowiedzialna jest technologia 5G, którą „testowano” na ludziach w Wuhan. Ciała ofiar wg generała „się roztapiały” a wg innych źródeł „gotowały od wewnątrz”. Krwawienie z oczu, uszu, rozpad wszystkich narządów wewnętrznych. Błyskawicznie postawione więc „szpitale”, a te nie nadążały palić ofiar, bo to nie były żadne szpitale ale zwykłe mordownie, gdzie wykańczano chorych ludzi. Obecnie sytuacja z koronowirusem jest już w Chinach „opanowana”, czyli wyłączono 5G, „szpitale” się demontuje, czyli zaciera ślady. Wkrótce po tych masowych ubojniach nie będzie śladu.

Kilkanaście lub kilkadziesiąt milionów ludzi ot tak w kilka tygodni… zniknęło. W lutym byli w marcu ich już nie ma.

Gdzie tu dobra wiadomość?

Mordowanie zakończyło się tylko dzięki ofiarności chińskich lekarzy – już jest lekarstwo na koronowirusa i dalsze ciągnięcie tej szopki nie miało już sensu. Uboju więc zaprzestano. Chiny się podnoszą. I wygląda na to że anglosaski atak przetrwają.

Zabójczy w ścierwomediach koronowirus okazał się nie groźniejszy niż przeziębienie lub sezonowa grypa – banalna infekcja która zabija głownie i tak już chorych na wszystko staruszków.

I mimo że najwyższa (ale i tak niższa niż w przypadku prawdziwej pandemii) śmiertelność wynosiła zaledwie 7 procent w grupie powyżej 70 roku życia, to Chińskim lekarzom udało się wyleczyć nawet zarażonych 100-latków.

Cudownych lekarstw na koronowirusa pojawiło się na dziś aż kilka. Wymienię ze trzy.

Pierwsze – transfuzja krwi chorym od osób, które już wyzdrowiały. Ich krew zawiera już skuteczne przeciwciała i one są tym właśnie lekarstwem. Przy tej wiedzy każdy średnio uzdolniony majsterkowicz może zwykłą strzykawką pobrać krew z żyły ozdrowieńca i wstrzyknąć ją choremu aby on też zwalczył koronowirusa.

Drugie – chińscy lekarze doświadczalnie potwierdzili, że równie skutecznie działają na koronowirusa stare dobre wlewy olbrzymich dawek witaminy C podawanych dożylnie – one po prostu mordują tego i mnóstwo innych wirusów obecnych we krwi.

Trzecie – sprowadzony z Kuby prastary lek na infekcje wirusowe, którego medyczna mafia już z 50 lat nie chce dopuścić do wolnorynkowej sprzedaży na całym świecie.

To tyle. Te wszystkie leki są praktycznie darmowe.

Dlaczego o tym piszę?

Bo nie ulega wątpliwości, że za parę tygodni – jak już histeria ścierwomediów sięgnie zenitu – przybędą do nas pustynni domokrążcy z koszernymi szczepionkami. Takimi ładnymi po tysiąc dolarów sztuka. Warto zatem mieć alternatywę, bo za takie pieniądze można się będzie na pewno spodziewać od domokrążców bonusa: rtęci, aluminium, chloru, atyzmu lub innego HIVa, w pakiecie z witaminą C i przeciwciałami już gromadzonymi w ich laboratoriach.

Jutrzejsze zamknięcie polskich granic ma w świetle tego bardzo ale to bardzo głęboki sens – bo okazuje się że żaden koronowirus bez polskiej wizy w paszporcie już do naszego kraju nie wejdzie.

Nasz krzywousty Gandalf mówi: Koronowirusie, nie przejdziesz!, co nota bene cały jego rząd kwalifikuje nie tylko do nagrody Nobla, ale też Złotego Globu oraz Darwina.

Za samą tylko odwagę, że decyzję podjął bez konsultacji z Gretą, należy mu się najwyższe milicyjne odznaczenie jakie tylko jest – Order Dzielnicowego Roku, Pałkarza Miesiąca, czy coś równie jaruzelskiego.

Mnie rozwala prosty fakt – jeżdżę ciężarówką po całej Europie, dzień w dzień, wzdłuż i wszerz, świątek piątek i niedziele. I wszędzie widzę normalne życie. Absolutnie nikogo w maskach. Widzę rolników na polach, robotników w fabryce, złodziei w sklepach, a tylko Gandalf gra swoją smętną rolę: strasznie zaspanego pajaca opowiadającego mocherowym kmiotkom jak to strasznie na tym świecie jest i jak on sprawi, że jak pozamyka wszystkich to wszędzie będzie wreszcie bezpiecznie.

Panie Gandalf – cała Europa polewa sobie z koronowirusa, w tym nawet pozbawione kompletnie  poczucia humoru – oficjalne niemieckie media, które na okrągło nadają kabaretowe przeróbki światowych hitów przeredagowane pod koronowirusa, a pan usiłuje Polaków stanem wyjątkowym zastraszyć?

Proszę się tylko zastanowić czym jest „stan wyjątkowy”? Czy aby nie sytuacją… wyjątkową? Taką, nienormalną? Taką, że pomyślmy… że większość normalnych ludzi ucieka z nienormalnie rządzonego kraju? Że pod pana rządami zwykłym ludziom nie udaje się zwyczajnie żyć? Taką, że zarabiającym złotówki pan wcisnął kredyty we frankach szwajcarskich i miseczkę ryżu żeby nabrali sił dalej na pana zapierdalać? Taki „stan wyjątkowy” nikogo w Polsce nie zastraszy, bo taki stan to już znamy od rozbiorów, czyli 300 lat. Może jakby pan nażarł się cebuli, założył maskę Shreka i postawił na granicy kloca – zabójcę, to być może jakiś mięczak z Alkaidy by się wystraszył. Może…

Jak na ironię wczoraj wiozłem na zadupie za Dortmund jakąś tajemniczą, błyszczącą maszynę o niewiadomym przeznaczeniu. Wyglądała jak młynek do kawy ze stali nierdzewnej tylko taki hmm… trzymetrowy. Ze stojakiem jak statyw do moździerza Gruba Berta. Wielka jak te gruchy do przewożenia betonu. Po dotarciu na miejsce dowiedziałem się dwóch całkiem nowych spraw: że schlachthof po niemiecku to chyba rzeźnia i jak się produkują te wszystkie karkówki oraz szaszłyko cielaki.

Przypadek?

Nie sądzę.

Nawet niemiecka, pancerna maszyna do wyciskania krów nie wystraszyła mnie, a Gandalf straszy mnie kurwa wirusem jakimś.

Jaki kraj taki Gandalf…

Ten nasz gotów Internet zamknąć żeby koronowirus nie przedarł się przez zaporę windowsa i nie zagroził bezpieczeństwu Poliniaków.

Po władzy, która na swoich obywateli niedawno zrzucała ze śmigłowców zarażone wirusami dziki dosłownie wszystkiego można się spodziewać. A że najoczywistszą kwestią u każdego złodzieja jest histerycznie głośny wrzask „łapaj złodzieja”, tak jasne jest, że zrobione zostanie wszystko co możliwe aby uwaga została należycie odwrócona od prawdziwego zagrożenia w kierunku fikcyjnego.

Działania rządu Morawieckiego związane z zamykaniem granic są o co najmniej miesiąc spóźnione. Miesiąc temu jeszcze miałoby to jakiś sens, no ale wówczas rząd zajęty był ważniejszymi sprawami – zakupem i wywozem do Izraela 100 ton złota z naszych podatków i sprzedażą polskich surowców. Zarobieni byli, bo harowali nad tym po nocach. Dziś kiedy szacuje się że koronowirusem zostanie zarażone 60-70 procent populacji, z czego jeden procent umrze, zamykanie granic jest to działanie bezsensowne, bo im prędzej ludzie tego wirusa przechorują tym lepiej, bo w ten sposób „pandemia” szybciej się skończy. Przy zamkniętych natomiast granicach ta pandemia przeciągać się będzie w nieskończoność… i kto wie czy nie o to właśnie chodzi – aby ci którzy są wirusem ludzkości, nadal ją sobą dręczyli.