Akcja Depopulacja II

wisielcyW ramach, hmm… „cyklu” pt. Akcja Depopulacja, jaki się spontanicznie nam po zastrzykach narodził, dziś wrzucam obiecany artykuł Kmiecia, jaki się pod sam koniec ubiegłego roku pojawił u niego na blogu neon24.pl:
https://kmiec.neon24.pl/post/165933,ale-to-juz-bylo-i-nie-wroci-wiecej-czyzby

To ważny tekst, bo otwiera oczy tym, którzy nie mogą zrozumieć, że ratujący życie lekarze w jeden dzień potrafią się zamienić w medycznych morderców. Ale tak się właśnie dzieje. A to co się obecnie dzieje to nie jest wyjątek tyko… reguła. Oni też bowiem mają swoje „cykle”…

A teraz zapraszam na oryginalny artykuł Kmiecia.
_________________________________________________

Ale to już było i nie wróci więcej. – Czyżby?

Zwyrodnienie kasty medycznych zbrodniarzy-ludobójców to nie żadna nowość. Nawet Mengele nie był pierwszy…
Nasz neonowy komenatator, pan @KST, wczoraj zamieścił krótki wpis pod jednym z artykułów, którym to komentarzem doskonale, z wyprzedzeniem, wkomponował się w pewną treść, jaką ja również wczoraj znalazłem na pozaneonowym blogu, i dziś postanowiłem oba teksty złączyć w jeden, myślę, dość wymowny.
Pan @KST napisał był:
// […] pierwsze skrzypce w tej hucpie [covidowej – przyp. Kmieć] grają nie politykierzy, ale sprzedajne ścierwa z literkami „prof. n.med.” przed nazwiskami, których całe kariery „naukowe” i obecna pozycja zawodowa zostały zbudowane za srebrniki z karteli szczepionkowo-farmaceutycznych.
To oni będą do samego końca podjudzać nierządy do wzmagania terroru sanitarnego i przymusowego wyszczepiania, może nawet poczętych dzieci w łonach matek. […] //
Tyle na razie pan @KST
A teraz, proszę się mocno czegoś złapać, żeby nie spaść z krzesła, fotela…

Kiedy w 1530 roku dżuma nawiedziła Genewę, wszystko było gotowe.
Otwarto nawet cały szpital dla ofiar dżumy. Z lekarzami, sanitariuszami i pielęgniarkami. Kupcy się składali, magistrat dawał co miesiąc dotacje. Pacjenci zawsze dawali pieniądze, a jeśli któryś z nich umarł sam, wszystkie dobra szły do szpitala.
Ale wtedy wydarzyła się katastrofa: dżuma wymierała, a dotacje zależały od liczby pacjentów. Dla personelu genewskiego szpitala w 1530 roku nie istniała kwestia dobra i zła. Jeśli zaraza produkuje pieniądze, to zaraza jest dobra. I wtedy lekarze zaczęli się organizować. Na początku po prostu truli pacjentów, aby podnieść statystyki umieralności, ale szybko zdali sobie sprawę, że statystyki nie muszą dotyczyć tylko umieralności, ale także umieralności z powodu dżumy. Zaczęli więc wycinać czyraki z ciał zmarłych, suszyć je, ucierać w moździerzu i dawać innym pacjentom jako lekarstwo.Potem zaczęto odkurzać ubrania, chustki i podwiązki.
Ale jakoś plaga nadal słabła. Najwyraźniej suszone pęcherzyki nie działały dobrze. Lekarze chodzili do miasta i nocą rozsypywali proszek na klamkach drzwi, wybierając te domy, w których mogli odnieść zyski.
Jak napisał o tych wydarzeniach jeden z naocznych świadków „przez jakiś czas pozostawało to w ukryciu, ale diabeł jest bardziej zainteresowany zwiększaniem liczby grzechów niż ich ukrywaniem.” Krótko mówiąc, jeden z lekarzy stał się tak bezczelny i leniwy, że postanowił nie włóczyć się po mieście nocą, lecz po prostu w ciągu dnia rzucił w tłum zawiniątko z prochem. Smród uniósł się do nieba i jedna z dziewcząt, która szczęśliwym trafem niedawno wyszła z tego szpitala, odkryła, co to za zapach.
Lekarz został związany i oddany w dobre ręce kompetentnych „rzemieślników”. Starali się oni wydobyć z niego jak najwięcej informacji. Egzekucja trwała jednak kilka dni. Pomysłowych hipokrytów przywiązywano do słupów na wozach i obwożono po mieście. Na każdym skrzyżowaniu kaci za pomocą rozgrzanych do czerwoności szczypiec odrywali kawałki mięsa. Następnie wyprowadzano ich na plac publiczny, ścinano głowy i ćwiartowano, a kawałki rozwożono do wszystkich dzielnic Genewy. Jedynym wyjątkiem był syn dyrektora szpitala, który nie brał udziału w procesie, ale powiedział, że wie, jak robić mikstury i jak przygotować proszek bez obawy o skażenie. Został po prostu ścięty, „aby zapobiec rozprzestrzenianiu się zła”.
François Bonivard, Kroniki Genewy, tom drugi, strony 395 – 402
alojzy ptys o dzumie
„Klikalny” adres odnośnika do Kronik Genewy:
https://gallica.bnf.fr/ark:/12148/bpt6k6539311v.texteImage
Wracamy do dalszej części komentarza pana KST:
//Te ścierwa są do wszystkiego zdolne, więc dla nich trzeba zarezerwować specjalny sposób dokonania egzekucji, żeby nawet Diabeł nie miał z nich już za wiele pożytku.//
Cóż tu z mojej strony mogę dodać? może jedynie to, że wśród covidowych ludobójców są także kobiety-PIELĘGNIARKI!!!
Skończą tak, jak TEŻ JUŻ TO BYŁO…
wieszanie zbrodniarekW komentarzach pod swoim tekstem, Kmieć dorzucił jeszcze:
W ramach uzupełnienia materiał tłumaczony przez Dziada Wszewieda o tym, że obecna Plandemia, to także nie jest żadne novum… To już udokumentowany trzeci raz…

____________________________________
Tyle od Szanownego Kmiecia, który bardzo solidnie popchnął do przodu naszą wiedzę o plandemiach. Dziad Wszewied również. I dla Kmiecia i dla Dziada należą się za ich prace podziękowania!
Od siebie dodam, że mi też się lepiej otworzyły oczy, bo nagle zrozumiałem, że tych „razów” było jeszcze więcej. Znacznie więcej. O jeszcze kolejnym „razie” dorzucę niebawem tekst, jaki sam jeszcze w 2013 roku napisałem o epidemii dżumy i udziału w niej żmijowego plemienia. Zaginął on był gdzieś w odmętach internetu na przestrzeni niemal 10 lat, tak więc go odświeżę, bo w świetle tej plandemi nabrał zupełnie nowego blasku i od nowa u siebie wrzucę w ramach „cyklu” Akcja Depopulacja, jak tylko go wykopię z archiwum.

Polecam też przebogate archiwum w komentarzach pod pierwszą częścią, bo są tam filmiki oraz informacje od wewnątrz – z pierwszej ręki – uczciwych pielęgniarek, lekarzy, ratowników.
Okazuje się bowiem, że „nasza” plandemia to tylko kolejna, stara, dobra żydobolszewicka rewolucja, z tym że obenie jej hasło brzmi: „Sanitariusze wszystkich krajów, łączcie się!”

I na koniec wrzucam dosłownie z ostatniej chwili ważny materiał. Jest to historia z pierwszej ręki jednego z nielicznych ludzi, którym udało się zbiec z covidowej ubojni – tak zwanego „szpitala covidowego”.

Nasz bohater nazywa się Ben i jego opowieść jest naprawdę prosta: pandemicy po prostu chcieli go zabić. Ponieważ jeszcze nie ma tłumaczenia – oto streszczenie jego historii. Ben posiadał samochód. I pewnego dnia Ben postanowił swoim autkiem pojechać z punktu A do punktu B w sobie tylko wiadomych zamiarach. Po drodze autko Bena miało mały wypadek, chyba nawet koziołki jakiej zrobiło, bo wybiły się w autku wszystkie okienka a potłuczone szkło nieco Bena podrapało i niegroźnie poraniło. Benem porządnie potrząsło więc Benowi zgasło światełko w czasie wypadku, a kiedy się ocknął we wraku nad nim już stał jakiś sanitarysta, który mu momentalnie wjebał jakąś końską szprycę. Ben po końskiej dawce narkotyków (jak się później okazało) znowu odleciał. Ocknął się parę godzin później i jak tylko otworzył oczy dostrzegł, że cały jest w rurkach i kołowrotkach a w płuca wjebano mu rurę od respiratora. Momentalnie otrzeźwiał i zerwał się na nogi. Uwolnił się z rurek, rur i kołowrotków jakie do niego podpięto i poszedł pogadać na korytarz, żeby ustalić co za skurwysyn go w to powpinał i co dokładnie mu wstrzyknął. Bena zainteresowało też bardzo dlaczego został zaintubowany, ale oniemiała mengelownia widząc go w bojowym nastroju ledwie zdołała wyskrzeczeć, że on „przecież ma covida”. Ben jako właściciel kompletnie bezobjawowego covida wypierdolił więc stamtąd i postanowił ludziom o tej historii opowiedzieć. Nakręcił poniższy film i od tamtej pory aż do obecnej jest najbardziej banowanym kolesiem na świecie, bo wszyscy mu ten film usuwają i banują. W końcu przygarnął go niezawodny Jim Stone i przytulił Bena film do swojego serwera. Pod prawym klawiszem można go sobie obecnie na pohybel mengelowni nawet ściągnąć.

A jak by coś jeszcze się dziwnego z filmem Bena działo, jest pod adresem: http://198.46.190.126/videos/covidkill2.mp4